Socynianizm — wiara z rozumem i Pismem
Socynianizmem nazywa się naukę, którą włoski teolog Fausto Sozzini (1539–1604) wyprowadził z Pisma i wyłożył za pomocą rozumu. Jej sedno: jeden Bóg to wyłącznie Ojciec; Jezus z Nazaretu jest prawdziwym człowiekiem, mocą Bożą poczętym przez Dziewicę i dlatego Synem Bożym, którego Bóg wskrzesił i uczynił Panem; Bóg przebacza z nieprzymuszonej dobroci, bez zadośćuczynienia, a wiara to ufność, która okazuje posłuszeństwo. Ta strona prowadzi przez wszystkie zasadnicze punkty tej nauki i oddaje przy tym głos samemu Sozziniemu – poprzez cytaty z jego dzieł.

Fausto Sozzini (łac. Faustus Socinus) pochodził ze Sieny. Był bratankiem Lelia Sozziniego (1525–1562), który pozostawił po sobie impulsy, pytania i notatki, lecz nie system doktrynalny; „socynianizm” oznacza naukę wypracowaną przez Fausta. Około 1570 roku, jeszcze we Włoszech, napisał swój traktat o autorytecie Biblii. Mniej więcej w latach 1575–1578 mieszkał w Bazylei; tam w 1578 roku powstało jego pismo polemiczne o Chrystusie jako Zbawicielu, wymierzone w reformowanego kaznodzieję Jacques’a Coueta. W maju 1579 roku zakończył w Klużu w Siedmiogrodzie dysputę z Ferencem Dávidem, po czym udał się do Polski. Tam stał się nauczycielem, który ukształtował Braci Polskich (Ecclesia Minor). Ani ich wspólnoty (1565), ani Akademii Rakowskiej (1602) nie założył, a formalnym członkiem wspólnoty nigdy nie został, ponieważ (ponowny) chrzest uważał za niepotrzebny. Zmarł w 1604 roku w Lusławicach w Małopolsce.
Przedstawiony powyżej Katechizm Rakowski nie jest dziełem Sozziniego. Ukazał się po jego śmierci (po polsku w 1605, po łacinie w 1609 roku), a napisali go przede wszystkim Valentin Schmalz i Hieronim Moskorzowski przy współpracy Johannesa Völkela, częściowo na podstawie niedokończonego szkicu Sozziniego; wydanie niemieckie opiera się na wersji rozszerzonej później przez Johannesa Crella, Jonasza Szlichtynga i Martina Ruara. Świadczy on o późniejszym socynianizmie i odbiega od Sozziniego na przykład w kwestii chrztu. Tu natomiast przemawia sam Sozzini, w polskim przekładzie z niemieckich wydań swoich dzieł. Droga tej strony prowadzi od podstawy poznania – Pisma, objawienia i rozumu – przez Boga, Ducha i Chrystusa oraz dzieło Chrystusa do przyswojenia sobie zbawienia i do nadziei na nieśmiertelność, a następnie do życia chrześcijańskiego i do wspólnoty.
- Miarą jest Pismo, przede wszystkim Nowy Testament; jego autorytet Sozzini uzasadnia historycznie, a w tym, co konieczne do zbawienia, jest ono zrozumiałe dla każdego bogobojnego człowieka bez kościelnej instancji interpretacyjnej.
- Sam z siebie rozum nie może poznać Boga, może natomiast wykładać objawienie: w to, co go przekracza, jak zmartwychwstanie, wierzy się, a w to, co mu przeczy, jak jedna istota w trzech osobach – nie.
- Jeden Bóg to wyłącznie Ojciec, a Duch Święty jest Jego mocą, nie trzecią osobą.
- Jezus z Nazaretu jest prawdziwym człowiekiem, mocą Bożą poczętym przez Dziewicę i dlatego Synem Bożym, który nie istniał przed swoim poczęciem; Bóg Go wskrzesił i dał Mu wszelką władzę, toteż należy Go adorować i wolno Go wzywać.
- Bóg przebacza z nieprzymuszonej dobroci, bez zadośćuczynienia; śmierć Chrystusa pieczętuje Nowe Przymierze i prowadzi Chrystusa do władzy, dzięki której jako arcykapłan w niebie uwalnia swoich od kary.
- Wina Adama nie jest nikomu przypisywana, wola pozostaje wolna, a usprawiedliwiony, czyli uznany przez Boga za sprawiedliwego, zostaje ten, kto ufa Chrystusowi i jest Mu posłuszny.
- Człowiek jest z natury śmiertelny; nieśmiertelność daruje Bóg przez zmartwychwstałego Chrystusa, a co do stanu między śmiercią a zmartwychwstaniem Sozzini nie zajmuje jednoznacznego stanowiska.
- Kazanie na Górze jest wiążącym przykazaniem, a prawdziwy Kościół rozpoznaje się po jego nauce: jedność w tym, co konieczne do zbawienia, swoboda w kwestiach drugorzędnych.
Na potwierdzenie przytaczamy wyłącznie to, co pisze sam Sozzini, a nie jego przeciwników i rozmówców, którzy również zabierają głos w tych samych tomach (Couet, Dávid, Blandrata, Francken, Seidel, „Dialog N. N.”); tam, gdzie pobrzmiewają ich słowa, wyraźnie je im przypisano. Cytaty przełożono na polski z niemieckich wydań jego dzieł; pod każdym cytatem podano dzieło i rozdział (tytuł rozdziału z wydania niemieckiego w polskim przekładzie), a pominięcia oznaczono wielokropkiem (…).
Pismo Święte jako norma
Miarą wszelkiej nauki jest dla Sozziniego Pismo Święte, przede wszystkim Nowy Testament. Stary Testament zawdzięcza swój autorytet Nowemu: dla chrześcijan jest pożyteczny, lecz nie konieczny, a w sprawach nauki jest dla nich historią, jak choćby przykazania Mojżesza.
Zbadane jak każda inna księga
Sozzini nie poprzestaje na głoszeniu tego autorytetu, lecz go sprawdza. Jego traktat O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) powstał około 1570 roku, jeszcze we Włoszech; w 1588 roku ukazał się w Sewilli pod nazwiskiem jezuity Dominicusa Lopeza, a w 1611 roku w Rakowie. Sozzini przykłada w nim do Nowego Testamentu miary, według których ocenia się każdą księgę. Cztery przyczyny mogłyby uzasadniać wątpliwości co do jakiejś księgi; żadna z nich tu nie zachodzi:
- Autorzy nie wiedzieli, o czym piszą, albo świadomie pisali nieprawdę. Tymczasem Mateusz i Jan byli naocznymi świadkami, Marek pisał według relacji Piotra, a Łukasz jako powiernik Pawła. Drobne rozbieżności w sprawach pobocznych pokazują, że nie było żadnej zmowy; w nauce wszyscy są zgodni.
- Autorstwo jest niepewne. Lecz co do głównych pism dawni pisarze, od Justyna po Euzebiusza, zgodnie poświadczają autorów podawanych przez tradycję. Sozzini otwarcie wątpi, by List do Hebrajczyków napisał Paweł, nie odmawia jednak temu listowi autorytetu.
- Tekst jest skażony. Nie ma na to ani wiarygodnych świadków, ani ważkich racji.
- Wiarygodni świadkowie przemawiają przeciwko księdze. Takich świadectw Sozzini nie zna.
Zarzut, jakoby liczne warianty tekstu w rękopisach zdradzały jego skażenie, Sozzini wręcz odwraca:
„Dlatego spośród dawnych pism za mniej skażone trzeba uznać to, w którym w większej liczbie miejsc występują różne warianty tekstu — tak że prawdopodobne jest, iż w każdym miejscu, które zmienił czas, wśród nich znajduje się wariant prawdziwy, który czytelnik pod przewodnictwem rozumu i przez porównanie podobnych miejsc może uchwycić i przyjąć. Za bardziej skażone natomiast trzeba uważać to pismo, w którym nie ma w ogóle żadnego odmiennego wariantu.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Różne warianty tekstu jako znak dobrego przekazu
Dotyczy to, według Sozziniego, pism wielokrotnie przepisywanych, takich jak Nowy Testament. Kryje się za tym wczesna myśl krytyki tekstu: tam, gdzie przekazano wiele wariantów, autentyczne brzmienie wciąż daje się odnaleźć. Przeciw celowemu fałszowaniu przemawiają ponadto odpisy w wielu językach i cytaty u dawnych pisarzy, przede wszystkim zaś Boża opatrzność. Krytykę tekstu Sozzini uprawia także sam: w swoim komentarzu do Pierwszego Listu św. Jana uznaje 1 J 5,7, werset o trzech niebiańskich świadkach, za późniejszy dodatek.
Badanie czterech przyczyn wątpliwości zakłada, jak zaznacza sam Sozzini, że religia chrześcijańska jest prawdziwa. Kto zaś odrzuca wszelką religię, tego odsyła on do historii: do cudów Jezusa, które przyznawali nawet Jego wrogowie, i do zmartwychwstania, którym Bóg potwierdził to, co Jezus mówił w Bożym imieniu. Dlatego, jak wnioskuje, ksiąg biblijnych nie należy traktować tak jak innych ksiąg, które przekazują jakąś naukę i opierają ją na racjach rozumowych:
„Natomiast nauka zawarta w Starym i Nowym Testamencie jest tego rodzaju, że za swój główny fundament przyjmuje bynajmniej nie rozum, lecz autorytet (Pisma), i to autorytet, który opiera się na historii wydarzeń opowiedzianych w tych księgach. Tak że jeśli ktoś uznaje tę historię, musi z konieczności w równej mierze uznać także naukę; co więcej, sama nauka jest częścią owej historii.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Nierozerwalność historii i nauki w Nowym Testamencie
Historia jest więc oparciem nauki: kto wierzy relacjom o cudach i zmartwychwstaniu Jezusa, musi przyjąć także to, czego On nauczał, ponieważ rzeczy, które ewangeliści zapisują jako wiążącą naukę, według Sozziniego „wszystkie wyszły od Jezusa z Nazaretu”. Autorytet Pisma nie jest zatem z góry ustanowionym dogmatem, lecz wynikiem zbadanej historii (por. Hbr 2,3–4).
Nieomylne w nauce, nie w każdym szczególe
To, co apostołowie podawali do wierzenia i do czynienia, opierało się na Bożym objawieniu; w tym nie mogli się mylić. Ich objaśnienia i wywody mają inną rangę:
„Albo też to, czego nauczają, dotyczy … wykładu pewnych miejsc Starego Testamentu oraz przedstawienia wyprowadzonych z nich argumentów lub innych przytaczanych przez nich uzasadnień. A to jest nie tyle właściwie częścią nauki, ile raczej przydatkiem (jeśli wolno mi tak powiedzieć) lub dowodem nauki. Co zaś do tego, możliwe jest, że wszystko, co historia o nich potwierdza, było całkowicie prawdziwe, a mimo to niekiedy w tym punkcie nieznacznie się mylili.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Rozróżnienie między właściwą nauką a jej uzasadnieniem
Bezbłędności w każdym szczególe Sozzini zatem nie naucza. Tam, gdzie apostołom brakowało objawienia, wyraźnie zaznaczali, że podają jedynie własne zdanie; tak czynił Paweł w sprawie zamążpójścia dziewic i wdów (1 Kor 7,25.40). Sam Sozzini wprawdzie nie wątpi, że każdy argument Nowego Testamentu da się „w jakiś dobry sposób” obronić; wiara jednak od tego nie zależy: wystarczy uznawać właściwą naukę za całkowicie prawdziwą.
Jasne w tym, co konieczne do zbawienia, bez urzędu nauczycielskiego
Czy zatem Pismo potrzebuje Kościoła, który by je uzupełniał i wykładał? W krótkim piśmie zamieszczonym w tomie O Kościele Sozzini występuje przeciwko wszystkim, którzy tego, co konieczne do zbawienia, nie badają sami, lecz zdają się na osąd swoich nauczycieli. Na zarzut, że wiele z tego przekazano jedynie ustnie, odpowiada: to, co niespisane, można przyjmować, dopóki nie przeczy temu, co spisane. W zakończeniu czytamy:
„A ponadto, skoro pewne jest, że wszystko, co napisano w księgach Starego i Nowego Testamentu …, należy w całości uważać za objawienie Boże, to koniecznie trzeba sięgać do tych ksiąg, przede wszystkim zaś do pism Nowego Testamentu, w których wprost i w szczególny sposób mowa jest o owych sprawach Bożych, które dotyczą osiągnięcia życia wiecznego; i nie należy czekać, aż ktoś nam je objaśni, … lecz trzeba mocno trzymać się tego, że dla każdego bogobojnego człowieka, który szczerze szuka swego zbawienia, są one w tym, co do samego zbawienia trzeba wiedzieć, jasne i łatwo zrozumiałe oraz niosą w sobie własne objaśnienie …”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Przeciw zarzutowi tradycji ustnej
Nie potrzeba więc urzędu nauczycielskiego, który by Pismo wykładał. Fakt, że pisma apostolskie przez długi czas nie były przez większość rozumiane, należy, jak pisze Sozzini w jednym z listów, „przypisać nie ich niejasności, lecz niegodziwości ludzi albo ich zawsze nikłej gorliwości o pobożność”. Mówiąc słowami Pawła: Ewangelia jest zakryta dla tych, którzy giną (2 Kor 4,3–4). Według Sozziniego sobory i Ojcowie Kościoła świadczą jedynie o poglądach swoich czasów i co najwyżej skłaniają do ostrożności; wobec jasnego Pisma nie mają żadnej wagi.
Sobór Trydencki orzekł w 1546 roku, że niespisane tradycje apostolskie w sprawach wiary i obyczajów należy przyjmować z równą czcią jak Pismo oraz że o prawdziwym sensie Pisma rozstrzyga Kościół. Strona rzymska chętnie powoływała się przy tym na 1 Tm 3,15, gdzie Kościół nazwany jest „filarem i podporą prawdy”.
Sozzini widzi w tym błędne koło: prawdziwy Kościół rozpoznaje się dopiero po jego nauce, a tę trzeba czerpać z Pisma. Jak to uzasadnia i jak odczytuje 1 Tm 3,15, pokazuje rozdział „Kościół, urząd, Wieczerza Pańska i chrzest”.
Szerzej na stronie tematycznej Zasada Pisma; same teksty w dziale Dzieła Sozziniego w przekładzie.
Objawienie i rozum
Hasło przewodnie tej strony, „Wiara z rozumem i Pismem”, przywodzi na myśl oświecenie. Sozzini nie był jednak ani racjonalistą, ani deistą: człowiek nie jest w stanie własnymi siłami poznać Boga, a religia opiera się na historycznie poświadczonym objawieniu. Rozum nie jest źródłem objawienia, lecz sędzią jego wykładni.
Nie ma naturalnego poznania Boga
Jak daleko sięga rozum, mówi pierwsze zdanie tego samego zakończenia, z którego pochodzi przytoczony wyżej cytat:
„Wnioskuję zatem: ponieważ poznanie spraw Bożych, które dotyczą wiecznego zbawienia, wartością i ceną nieskończenie przewyższa wszelki skarb … i ponieważ rozum ludzki sam z siebie nie jest w stanie ogarnąć spraw Bożych — przeto, aby osiągnąć owo poznanie, musimy uciec się do objawienia Bożego …”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Przeciw zarzutowi tradycji ustnej
To przeciwieństwo religii rozumu. W swoim piśmie o autorytecie Biblii Sozzini powołuje się na relacje z Brazylii: gdyby religia była czymś naturalnym, nie istniałyby ludy zupełnie pozbawione religii, jakie miano tam napotkać. Prawdziwa religia jest zatem objawieniem Boga.
Historia druku tej książeczki nie jest pozbawiona pikanterii: wydanie sewilskie opatrzono cudzą przedmową, która – jak na ironię – głosiła istnienie naturalnego poznania Boga, a więc przeciwieństwo tego, czego książeczka naucza; tak odnotowali w 1611 roku wydawcy rakowscy. Szerzej Sozzini omówił tę kwestię później w swoich wykładach teologicznych (Praelectiones theologicae, wydanych pośmiertnie w 1609 roku w Rakowie); nie należą one do cytowanych tu dzieł.
Scholastyka i reformacja zakładały możliwość naturalnego poznania Boga. Tomasz z Akwinu uważał, że istnienie Boga można udowodnić, i powoływał się na Rz 1,20; Kalwin sądził, że wszystkim ludziom wszczepiona jest świadomość Boga, gdyż nigdy nie było ludu bez religii (Institutio I,3). Właśnie to podważa wzmianka Sozziniego o Brazylii.
Racje, które wystarczają, ale nie zmuszają
Dlaczego zatem wierzyć objawieniu? Sozzini wskazuje racje historyczne, które może sprawdzić każdy, kto bez stronniczego zacietrzewienia kieruje się rozumem:
- Szerzenie się wiary: głosili ją ludzie pozbawieni poważania i władzy, przez stulecia nikogo nie pozyskiwano dla niej groźbą ani nagrodą, a jednak zwyciężyła mimo niemal trzystu lat prześladowań.
- Cuda Jezusa: nawet Jego najzacieklejsi przeciwnicy nigdy im nie zaprzeczali, lecz przypisywali je czarom i mocy imienia Bożego (kabała).
- Zmartwychwstanie: pierwsi świadkowie za swoje zeznanie, że widzieli Zmartwychwstałego, godzili się na prześladowania i śmierć; nikt nie umiera za kłamstwo, które sam przejrzał. A Bóg nie wskrzesiłby kłamcy.
Racje te nie mogą wymusić wiary – i według Sozziniego właśnie tak chciał Bóg. Kto żąda niezbitych dowodów, ten źle pojmuje istotę religii; ma ona być „niejako kamieniem probierczym ludzkiej prawości”. Gdyby obiecana nagroda była pewna, każdy byłby posłuszny Chrystusowi, zarówno zły, jak i dobry:
„Mówię zatem: gdyby pisma Nowego Testamentu były tego rodzaju, że nikt w żaden sposób nie mógłby zaprzeczyć, iż są prawdziwe, nie byłoby też nikogo, kto nie wyznawałby zawartej w nich religii … W ten sposób nie byłoby różnicy między złymi a dobrymi; … Właśnie bowiem z tego, że nagroda, gdy obiecuje się ją od początku, jest niepewna, wynika, że złych można odróżnić od dobrych.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Błąd tych, którzy dla wiary żądają niezbitych dowodów
Uczciwemu racje te wystarczają, nieuczciwemu – nie. Źródłem niewiary jest dla Sozziniego usposobienie, a nie brak dowodów.
Rozum jako sędzia wykładni
W obrębie objawienia rozum dokonuje wykładni i wyciąga wnioski. Gdy Ferenc Dávid, biskup siedmiogrodzkich unitarian, domagał się w kwestiach doktrynalnych wyraźnej litery Pisma, Sozzini przywołał przykład: niemal wszyscy chrześcijanie wierzą, że Bóg nie ma cielesnych członków, choć Pismo przypisuje Mu oczy, uszy i ręce; nawet z J 4,24 („Bóg jest duchem”), którego sens Sozzini uważa w dodatku za niepewny, można to jedynie wywnioskować. Stąd wyprowadza on zasadę:
„Cokolwiek zostanie dowiedzione racjami rozumowymi lub wnioskowaniem tak jasno, że umysł ludzki z konieczności na to przystanie, w to należy wierzyć i tego bezwzględnie się trzymać, czy zostało to napisane wprost, czy mniej wyraźnie. I nie ma wątpliwości, że w ten sposób nie da się zachwiać żadnym prawdziwie chrześcijańskim, to jest prawdziwym i samym w sobie niewątpliwym, dogmatem. Prawda bowiem nie może zniszczyć prawdy.”
Fausto Sozzini, O czci Chrystusa — Dowód z Pisma i wnioskowanie rozumowe w sporach doktrynalnych › Zasada dowodu rozumowego w sprawach wiary
Rozum nie zastępuje przez to Pisma; wyprowadza także to, czego nigdzie nie napisano wprost, i rozpoznaje, gdzie Pismo mówi w przenośni. Zarazem Sozzini zna granice rozumu. Na zarzut, jakoby zmartwychwstanie Jezusa przeczyło rozumowi i naturze, odpowiada tak:
„… to odpowiadam, że czym innym jest czemuś przeczyć, a czym innym czegoś nie pojmować i nie ogarniać. Być może nikt nie jest w stanie pojąć rozumem ani żadną naturalną drogą, jak umarły człowiek mógłby znów ożyć. Ale ani rozum, ani natura nie uczą z tego powodu, że w ogóle nie może się to stać.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Zmartwychwstanie a granice rozumu
To, co przekracza rozum, nie jest więc sprzeczne z rozumem. Rzeczywistą sprzeczność z rozumem Sozzini dostrzega natomiast w formule o jednej istocie w trzech osobach. Rozwija to następny rozdział, „Jedynym Bogiem jest Ojciec”; wyjaśnia on też, dlaczego Sozzini odparł zarzut, jakoby naukę tę należało odrzucić już choćby dlatego, że słów „istota” i „osoba” nie ma w Biblii.
Pokrewieństwo socynianizmu z oświeceniem należy do dziejów recepcji, a nie do programu Sozziniego: cuda, cielesne zmartwychwstanie Jezusa i osobowy szatan stanowią nieodłączną część jego nauki.
Bez rozumu Pismo pozostaje niezrozumiałym tekstem; bez Pisma rozum traci duchowe ukierunkowanie. Rozum nie orzeka o tym, czy Bogu wolno działać, lecz o tym, jak należy rozumieć Jego objawienie – zgodnie z napomnieniem Pawła, by wszystko badać, a to, co dobre, zachowywać (1 Tes 5,21).
Więcej o tym na stronie tematycznej Filozofia i rozum w socynianizmie.
Jedynym Bogiem jest Ojciec
To, że Bóg jest jeden, było między Sozzinim a jego przeciwnikami bezsporne; wyznaje to już Szema Israel (Pwt 6,4). Sporne było natomiast to, kim jest ów jeden. Odpowiedź Sozziniego: jedynie Ojciec Jezusa Chrystusa – ani Syn, ani Duch Święty, ani też wszyscy trzej razem.
Pismo nazywa jednego Boga Ojcem i odróżnia Go przy tym od Chrystusa: Jezus nazywa swego Ojca jedynym prawdziwym Bogiem (J 17,3); Paweł obok jednego Boga, Ojca, stawia jednego Pana, Jezusa Chrystusa (1 Kor 8,6; Ef 4,5–6); nawet Zmartwychwstały nazywa Ojca swoim Bogiem (J 20,17). Tam, gdzie słowo „Bóg” występuje samodzielnie i oznacza samą boską istotę, chodzi według Sozziniego w niezliczonych miejscach o Ojca, w żadnym zaś bezspornym miejscu – o samego Chrystusa czy samego Ducha. Gdy Chrystus nazywany jest Bogiem, słowo to – jak pisze Sozzini w krótkim rozbiorze argumentu trynitarnego, dołączonym do tomu O autorytecie Pisma Świętego – zajmuje „nie miejsce podmiotu, lecz orzecznika”: orzeka coś o Nim, lecz nie nazywa samej boskiej istoty.
Wielkie Kościoły od czasu soborów w Nicei (325) i Konstantynopolu (381) wyznają jednego Boga w trzech osobach: Ojciec, Syn i Duch Święty są jedną boską istotą. Syn jest Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego, współistotnym Ojcu.
Jedna istota, trzy osoby?
W tym samym tekście Sozzini bada główny argument trynitarzy: Ojciec, Syn i Duch nazywani są w Piśmie Bogiem; Bóg zaś jest jeden, a zatem jeden co do istoty i troisty w osobach. To, że także Chrystus nazywany jest „Bogiem”, wyjaśnia on na podstawie J 10,34–36: słowo to oznacza najpierw tego, kto jest Bogiem sam z siebie, potem jednak także tego, kto od Niego otrzymał panowanie i moc (szerzej o tym w części poświęconej wywyższonemu Chrystusowi). Sam wniosek rozbija się jednak o logikę:
„Jeden bowiem i potrójny przeciwstawiają się sobie, podobnie jak jeden i podwójny. Tak więc, gdyby Bóg był potrójny lub podwójny, nie mógłby być jeden. Owo bowiem rozróżnienie – jeden co do istoty, potrójny co do osób – nie występuje nigdzie w Pismach Świętych i pozostaje w jawnej sprzeczności z najpewniejszym rozumem i prawdą. Jest bowiem rzeczą całkowicie pewną, że istot jednostkowych jest nie mniej niż osób, skoro persona nie jest niczym innym jak jednostkową istotą rozumną.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Rozbiór argumentu na rzecz trójjedynego Boga i bóstwa Chrystusa › Duch Święty jako moc Boża, nie jako boska osoba
Ciężar argumentu spoczywa na samej rzeczy, a nie na braku jakiegoś biblijnego słowa: jeśli osoba jest jednostkową istotą rozumną, to trzy osoby są trzema istotami. W sporze z Dávidem Sozzini nawet wprost odrzucił wniosek, jakoby nauka oznaczana słowami „istota” i „osoba” była nie do przyjęcia już choćby dlatego, że słów tych nie ma w Biblii: „Wszystkim bowiem miłującym prawdę wystarcza, że sama rzecz, o którą chodzi, zostaje potwierdzona racjami rozumowymi lub świadectwami” (O czci Chrystusa, rozdział „Przeciw żądaniu dosłownego brzmienia”).
Sozzini odczytuje teksty dowodowe przeciwników w kontekście. Werset 1 J 5,20 kończy się słowami: „Ten jest prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym”. Owo „Ten” odnoszono do ostatnio wymienionego Jezusa Chrystusa. Tymczasem Jan tuż wcześniej odróżnił prawdziwego Boga od Jego Syna:
„Cóż innego by to znaczyło, jeśli nie przeczyć samemu sobie oraz gmatwać i wypaczać to, co zostało powiedziane wcześniej, gdyby Apostoł powiedział tu, że Jezus Chrystus, Syn Boży, jest owym prawdziwym Bogiem? Któż jest tak tępy, by już z samego tego, że powiedziano tu wyraźnie, iż Jezus Chrystus jest Synem owego prawdziwego Boga, nie dostrzec, że wynika stąd z konieczności, iż Chrystus Jezus nie jest samym prawdziwym Bogiem? Czyż ktoś może być własnym synem?”
Fausto Sozzini, Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana (Commentarius in Epistolam Johannis Apostoli Primam) — „Ten jest prawdziwym Bogiem” – odniesienie zaimka do Boga czy do Chrystusa › Argument gramatyczny: zaimek hic i osoba, do której się odnosi
Kto nazywany jest Synem jedynego Boga, nie może sam być tym Bogiem. Także trzej niebiescy świadkowie (1 J 5,7) – których Sozzini, jak wspomniano, uważa za późniejszy dodatek, w czym przyznaje mu rację dzisiejsza krytyka tekstu – wyrażają według niego jedynie jedność świadectwa: Ojciec, Słowo i Duch świadczą o tym samym, mianowicie że Jezus jest Chrystusem.
Według Sozziniego nawet sam Kościół od początku – ba, jak sądzi, aż po dziś dzień – wyznawał Ojca jako źródło. Pyta on, co innego miałoby oznaczać powszechne wyznanie chrześcijan, „że mianowicie Ojciec jest źródłem i początkiem całego bóstwa”, „niż to, że jedynie Ojciec jest Bogiem sam z siebie” (O Kościele, rozdział „Poznanie Boga jako posłuszeństwo woli, a nie jako poznanie istoty”).
Co jest konieczne do zbawienia
Czy zatem trynitarze są zgubieni? Sozzini temu przeczy. „Poznać Boga” oznacza w Piśmie najczęściej znać Jego wolę i być jej posłusznym, a nie zgłębiać Jego istoty (J 17,3; Jr 22,16; Tt 1,16; 1 J 2,3–4). Bóg objawił nam nie swoją istotę, lecz swoją moc i wolę, o ile dotyczą one naszego zbawienia, jak odpowiada Sozzini na pytania Dávida (O czci Chrystusa, rozdział „Istota Boga i jej poznawalność”). Dlatego na pierwszą z trzydziestu wątpliwości, które pewien niewymieniony z imienia krytyk wysunął przeciwko Braciom Polskim – czy cały Kościół mógł zbłądzić w naczelnym artykule wiary, w poznaniu prawdziwego Boga i Jego Syna – odpowiada:
„Cokolwiek zaś o istocie Boga i Chrystusa trzeba wiedzieć, by osiągnąć życie wieczne, wszystko to zawiera się jedynie w tym: abyśmy mianowicie wiedzieli, że nikt nie jest Bogiem sam z siebie oprócz owego jednego jedynego, który od wieczności jest Bogiem sam z siebie; oraz że ów Jezus z Nazaretu, który pod Poncjuszem Piłatem został ukrzyżowany w Jerozolimie, jest Chrystusem. … Nie sądzę też, by nasi byli tak (jeśli wolno mi tak powiedzieć) nieludzcy, żeby wykluczać z życia wiecznego tylu najświętszych mężów, którzy nie zawahali się przelać własnej krwi za imię Jezusa Chrystusa, dlatego, że albo mniemali, iż w jednej istocie Boga jest kilka «osób», albo wierzyli, że Syn Boży istniał przed stworzeniem nieba i ziemi.”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Poznanie Boga jako posłuszeństwo woli, a nie jako poznanie istoty
Naukę o wielości osób i o preegzystencji Syna Sozzini uważa więc za fałszywą, lecz nie za rozstrzygającą o zbawieniu. Łagodność nie oznacza jednak obojętności: komu Bóg objawił, że w jednej boskiej istocie nie ma wielu osób i że Syn nie istniał przed swoim poczęciem, temu nie wolno ani się tego wypierać, ani – gdy sprawa jest roztrząsana – tego zatajać; kto zaś wyznawców tej nauki potępia, nie zbadawszy rzeczy, albo wręcz ich prześladuje, ten ciężko błądzi (tamże). W sprawie zbawienia liczy się dla Sozziniego usposobienie, a nie uczoność w kwestii istoty Boga: „być z Boga” (1 J 4,6; J 8,47) oznacza według jego komentarza do Pierwszego Listu św. Jana „być prawym i skorym do czynienia tego, co podoba się Bogu”; kto jest tak usposobiony, słucha słowa Bożego, gdy mu się je głosi.
Dla pogłębienia: Nauka o Trójcy w świetle Pisma.
Duch Święty: moc Boża, nie trzecia osoba
Główny argument nauki o Trójcy zakłada, że Pismo nazywa Bogiem również Ducha Świętego. Temu właśnie przeczy Sozzini: Duch nigdzie nie jest wprost nazwany Bogiem; Pismo przypisuje mu natomiast to, co jest właściwe Bogu.
Przyczynę podaje w tym samym krótkim rozbiorze argumentu trynitarnego:
„Dzieje się tak dlatego, że Duch Święty jest mocą i skutecznością Boga. Co bowiem przypisuje się mocy i skuteczności Boga, to bez wątpienia przypisuje się samemu Bogu. Ale moc i skuteczność Boga nie jest przez to jakąś boską osobą; tak samo jak nie są jakimiś boskimi osobami ani boskość, ani sprawiedliwość, ani miłosierdzie, ani sąd, które wszystkie są skutkami lub przymiotami Boga. W przeciwnym razie musiałoby ich bowiem być o wiele więcej niż trzy.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Rozbiór argumentu na rzecz trójjedynego Boga i bóstwa Chrystusa › Duch Święty jako moc Boża, nie jako boska osoba
Kto z takich przypisań wnioskuje o odrębnej osobie, musiałby zatem uznać za osoby także sprawiedliwość i miłosierdzie Boga. Tam, gdzie Pismo przedstawia Ducha jako działającego (na przykład 1 Kor 12,11: udziela każdemu, „jak chce”), Sozzini widzi personifikację (prozopopeję). Duch jest wówczas, jak odpowiada on Ferencowi Dávidowi w dziele O czci Chrystusa, „niczym innym jak mocą i potęgą Boga”. Dlatego też, jak dodaje, w Piśmie Duch nie jest ani adorowany, ani wzywany; kto mówi o wzywaniu mocy Bożej, ma na myśli samego Boga.
Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, że wiarę musi poprzedzać Duch, którego Bóg nie daje wszystkim słuchaczom, Sozzini rozróżnia dwa sposoby działania Ducha Bożego. W uwagach do pewnego dialogu o usprawiedliwieniu pisze:
„… należy przyznać, że bez Ducha Bożego nie można nawet uwierzyć w Chrystusa, lecz że Duch ten dawany jest wszystkim, którym sam Chrystus jest należycie głoszony. Natomiast Duch Boży, przez którego prawda Bożych obietnic zostaje przypieczętowana w naszych sercach i który w Piśmie Świętym nazywany jest zadatkiem naszej przyszłej szczęśliwości i niebieskiego dziedzictwa – ten, powiadam, udzielany jest tylko tym, którzy już wierzą w Jezusa Chrystusa.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Uwagi F. S. do dialogu, nr 20
Pierwszy sposób nie jest oddzielony od słowa; przeciwnie, „samo właściwie głoszone słowo jest boską mocą ku zbawieniu” (tamże, nr 26; por. Rz 1,16). Wiara nie zależy więc z reguły od żadnego tajemnego obdarowania. Pieczęć natomiast otrzymuje dopiero ten, kto już wierzy (Ga 3,2; Ef 1,13–14); przez nią doświadcza on niejako, że to, w co uwierzył za sprawą przepowiadania, rzeczywiście tak się ma (tamże, nr 19). Pewnemu niewymienionemu z imienia panu, który zakładał, że Bóg z łaski daje grzesznikowi „ducha żywej wiary”, Sozzini odpowiada we włoskim liście, że w tej postaci nie znajduje tego w Piśmie:
„Znajduję natomiast, że Bóg przez swoje słowo zaprasza wszystkich, którym jest ono głoszone lub w jakikolwiek inny sposób znane, aby uwierzyli Ewangelii, i że w konsekwencji nie ma wśród nich, ogólnie mówiąc, nikogo, kto nie mógłby uwierzyć. … Wiara jest więc darem Bożym dlatego, że Bóg tym, którym przez głoszenie Ewangelii ofiaruje wiarę, nic zgoła nie jest winien, nie zaś dlatego, że miałby ją w jakiś inny sposób wlewać w serca ludzi.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Wiara jako dar Boży przez Ewangelię
Dar pozostaje darem, nawet jeśli obdarowany może go odrzucić – tak brzmi porównanie Sozziniego; łaska znaczy tu: Bóg nikomu nic nie jest winien, a mimo to zaprasza wszystkich, którym Ewangelia staje się znana. Sozzini przyznaje wprawdzie, że Bóg może niekiedy w szczególny sposób obdarzyć wiarą; nie naucza jednak o ukrytym wlaniu, które musiałoby poprzedzać wszelką wiarę i którego Bóg udzielałby tylko temu, komu chce.
Obietnica, że Duch doprowadzi do całej prawdy (J 16,13), dotyczyła, według dzieła O Kościele, samych apostołów; cuda i zewnętrzne dary Ducha służyły potwierdzeniu nauki Chrystusa i nie były przeznaczone na zawsze. Do wszystkich wierzących odnosi się natomiast to, co opisuje komentarz Sozziniego do Pierwszego Listu św. Jana: „namaszczenie” (1 J 2,20.27) – Boży dar poznawania rzeczy boskich w takiej mierze, w jakiej jest to potrzebne do zbawienia – oraz Duch, po którym poznaje się, że Bóg trwa w człowieku (1 J 3,24). Tym Duchem jest, jak pisze, miłość, „ponieważ nic nie jest bardziej właściwe Bogu niż sama miłość” – zatem i tu coś, co jest własne Bogu, nie zaś osoba obok Niego.
Jezus: prawdziwy człowiek i Syn Boży – bez preegzystencji
Kim jest Jezus z Nazaretu? Dla Sozziniego – prawdziwym człowiekiem, lecz jedynym w swoim rodzaju: Synem Bożym jest od chwili swego poczęcia, a nie dopiero wskutek późniejszego przybrania za syna; istnienia przed tym poczęciem Sozzini Mu odmawia.
Poczęty z Dziewicy – Syn Boży
Jezus jest prawdziwym człowiekiem, „zrodzonym z niewiasty” (Ga 4,4), lecz poczętym bez ludzkiego ojca, mocą Najwyższego, w łonie Dziewicy Maryi, i dlatego jest Synem Bożym (Łk 1,35). W aneksie do traktatu o autorytecie Pisma Świętego Sozzini wyprowadza z tego miejsca wniosek: „Wynika stąd, że także według ciała słusznie może być nazwany Synem Bożym. Nie spotyka to nikogo innego i nikogo innego nie spotkało”. To pierwsza racja Jego synostwa, a zaczyna się ono wraz z poczęciem: adopcjanistą, dla którego Jezus zostałby przybrany za Syna Bożego dopiero później, na przykład przy chrzcie, Sozzini nie był.
To rozstrzyga także kwestię, kto za nas umarł. Przeciwnicy wnioskowali z brzmienia 1 J 3,16 w Wulgacie – „Po tym poznaliśmy miłość Bożą, że ów oddał za nas swoje życie” – że „ów” to wymieniony tuż wcześniej Bóg, a więc Chrystus jest owym jedynym Bogiem. Sozzini wykazuje, że „ów” może oznaczać także kogoś innego, i stwierdza:
„… że ów jedyny Bóg bynajmniej nie oddał za nas swego życia, lecz że uczynił to wyłącznie Syn, nasz Pan Jezus Chrystus, ów człowiek, powiadam, Jezus z Nazaretu, który za sprawą Ducha Świętego został poczęty w łonie Dziewicy i z niej narodzony.”
Fausto Sozzini, Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana (Commentarius in Epistolam Johannis Apostoli Primam) — Debata teologiczna o bóstwie Chrystusa
Umarł więc nie Bóg, lecz Syn – a Synem jest ten właśnie człowiek. Dalsze racje Jego synostwa to uświęcenie i posłanie przez Ojca (J 10,36), Duch dany bez miary (J 3,34, o ile odnieść to miejsce do Niego), zmartwychwstanie i wywyższenie (Dz 13,33; Rz 1,4) oraz wieczne kapłaństwo i godność królewska (Ps 2,6–7; Hbr 5,5). Zrodzenia z istoty Boga Sozzini nigdzie nie znajduje. „Jednorodzonym” nazywa się Jezusa tak, jak Izaaka nazywa się jedynym synem Abrahama, choć i Izmael był jego synem (Rdz 22,2; Hbr 11,17): jedynym w swoim rodzaju, a nie jedynym.
Syn jest zrodzony z Ojca przed wszystkimi wiekami i współistotny Ojcu (Nicea i Konstantynopol, 325/381); w jednej osobie Chrystusa połączone są natura boska i natura ludzka (Chalcedon, 451). To, co niskiego Pismo mówi o Chrystusie, przypisuje się Jego ludzkiej naturze.
Wieczne zrodzenie i dwie natury należałoby według Sozziniego najpierw wyraźnie udowodnić na podstawie innych miejsc Pisma; communicatio idiomatum, za pomocą której przeciwnicy przypisują drugiej naturze to, co przysługuje tylko jednej, pozostawia sens tych miejsc w niepewności. Wcześniej wykazał on, że sam Chrystus otrzymał od Ojca boską cześć jako człowiek (J 5,22–23.27; Flp 2,8–10). Jego wniosek:
„Krótko mówiąc, nie ma niczego, co w Piśmie Świętym przypisuje się Chrystusowi, choćby najwznioślejszego czy najniższego, czego nie można by we właściwym sensie odnieść do owego człowieka, Jezusa z Nazaretu. Nie było więc żadnego powodu, by w jednym i tym samym Chrystusie zmyślać dwie natury, to znaczy istoty, boską i ludzką, …”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Przeciw zmyśleniu dwóch natur w Chrystusie
Nadrzędności Ojca nie trzeba zatem składać na karb „ludzkiej natury”: to, że Ojciec jest większy od Syna (J 14,28), że tylko On zna godzinę sądu (Mk 13,32) i że jest Bogiem Zmartwychwstałego (J 20,17), mówi sam Chrystus, człowiek Jezus, bez podziału na natury – a jedynym Bogiem pozostaje Ojciec.
A przed narodzeniem? Prolog Janowy
Przed swoim poczęciem Syn ten nie istniał. W komentarzu do Pierwszego Listu św. Jana Sozzini mówi o Jezusie Chrystusie, „który nie jest nikim innym – ani obok Niego, ani przed Nim – jak tylko owym człowiekiem, Jezusem z Nazaretu, który zaistniał dopiero wtedy, gdy narodził się z Dziewicy”. Również wyrażenie „przyjść na świat” nie zakłada wcześniejszego życia w niebie: o fałszywych prorokach mówi się podobnie, że „wyszli na świat” (1 J 4,1), a według Sozziniego oznacza to: wystąpić publicznie i objąć urząd.
Prolog Janowy Sozzini wyłożył, według przekazów, już w jednym z wczesnych pism, które nie jest tu dostępne. Uchwytna jest natomiast jego interpretacja w tym samym komentarzu do Listu św. Jana: wyjaśnia tam, dlaczego List mówi „od początku” – co obejmuje także dalsze trwanie – Ewangelia Jana zaś tylko „na początku” (J 1,1):
„Dlatego Janowi, gdy na wstępie swojej Ewangelii chciał jedynie powiedzieć, że Jezus Chrystus jest twórcą Ewangelii i że w ten sposób na początku głoszenia Ewangelii nie tylko istniał, lecz był także obdarzony tym urzędem, by ją głosić, i w szczególny sposób przeznaczony do tego przez Boga, wystarczyło powiedzieć, że był na początku.”
Fausto Sozzini, Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana (Commentarius in Epistolam Johannis Apostoli Primam) — Znaczenie słów „od początku” w odróżnieniu od „na początku”
„Na początku” oznacza więc początek głoszenia Ewangelii, a nie początek świata; „Słowem” jest Jezus, w którym było życie wieczne (J 1,4): przeznaczony przez Boga twórca i głosiciel Ewangelii. Natomiast w 1 J 1,1 słowa „co było od początku” oznaczają samą Ewangelię, „Słowo życia”: Jan używa rodzaju nijakiego, ma więc na myśli rzecz, a nie osobę.
Również wypowiedzi, że Bóg stworzył wszystko przez Chrystusa, Sozzini odnosi do nowego stworzenia: Bóg stworzył wszystko przez Niego, „to znaczy przekształcił i odnowił” – odpowiada Dávidowi (O niewzywaniu). Obszernie uzasadnia to w odniesieniu do Ef 3,9, miejsca, które przeciwnicy w greckim brzmieniu przytaczali jako dowód dwóch natur:
„Gdy bowiem mówi się, że Bóg wszystko stworzył przez Jezusa Chrystusa, nie należy przez to rozumieć owego stworzenia, o którym Mojżesz tak starannie pisał na początku swojej historii. … To miejsce u Pawła trzeba zatem rozumieć jako mówiące o innych rzeczach stworzonych, a słowo «wszystko» odnosić do wszystkiego, co należy do nowego stworzenia, które – jak wiadomo – dokonało się przez owego człowieka, Jezusa z Nazaretu.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Stworzenie przez Chrystusa
To „wszystko” jest ograniczone, tak jak w 2 Kor 5,17, gdzie wszystko stało się nowe, choć nieskończenie wiele rzeczy pozostało takich, jakie były. Chrystus działa przy tym nie jako przyczyna pierwsza, lecz jako wtórna, podobnie jak słońce, które w podporządkowaniu Bogu oświetla ziemię – tak Sozzini we wspomnianym miejscu w polemice z Dávidem. Osobnej wykładni słów „Wszystko przez Niego się stało” (J 1,3) cytowane tu pisma nie zawierają; jednak według tych samych zasad również tam chodziłoby o nowe stworzenie.
J 6,62, według którego Syn Człowieczy był „przedtem” w niebie, Sozzini rozumie dosłownie; J 3,13 odczytuje za Erazmem i Bezą: „który był w niebie”. Zdaniem Sozziniego prawdziwy człowiek Jezus został po swoim narodzeniu, a przed podjęciem głoszenia, porwany do nieba, aby tam od samego Boga usłyszeć to, co miał objawić.
Arianinem Sozzini nie był, choć przeciwnicy tak nazywali jego i Braci Polskich: Ariusz nauczał o Logosie stworzonym przed światem, Sozzini zaś nie uczył o żadnej preegzystencji. W traktacie O Kościele pisze, że „nikomu nie jest tajne, jak dalece pogląd Ariusza odbiega od naszego zdania”. Jego interpretacja nie pokrywa się również z rozpowszechnioną dziś interpretacją biblijno-unitariańską, według której Logos jest Bożym planem, a prolog mówi o pierwszym stworzeniu: dla Sozziniego „Słowo” to człowiek Jezus, a „na początku” oznacza początek Ewangelii.
Dla pogłębienia: strona tematyczna Preegzystencja omawia dalsze miejsca, takie jak J 8,58, J 17,5, Flp 2 i Kol 1; w przypadku prologu Janowego idzie ona za opisaną wyżej współczesną interpretacją, od której odróżniono stanowisko Sozziniego, a nie za jego własną.
Wywyższony Chrystus: panowanie z ręki Boga
Wszystko, czym jest wywyższony Chrystus, otrzymał. Nie wskrzesił się sam: to Bóg wskrzesił Go z martwych, uczynił nieśmiertelnym i wywyższył, i to – jak zauważa Sozzini, komentując Flp 2,8–11 – „w nagrodę za Jego posłuszeństwo” aż do śmierci krzyżowej. Odtąd jest Mu „dana wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28,18); Bóg „uczynił Go Panem i Chrystusem” (Dz 2,36). Wraz z wniebowstąpieniem stał się tym, kim przedtem nie był.
Panowanie już teraz
To panowanie jest teraźniejsze, a nie dopiero przyszłe. Dávid przyznawał Chrystusowi na razie jedynie rządy sprawowane przez posługę i nauczanie; władzę i panowanie miałby On dopiero „z przeznaczenia”, a nie w rzeczywistości. Sozzini odpiera: „Na próżno usiłujesz przenieść w przyszłość władzę już daną Chrystusowi …” Zasiadać po prawicy Boga (Ps 110,1) to dla niego „zajmować pierwsze po Bogu miejsce pod względem władzy i godności”. Nawet król Dawid, na którego powoływał się Dávid, niemal przez całe życie walczył z nieprzyjaciółmi, a jednak przez czterdzieści lat był prawdziwie królem:
„Choć więc Bóg nie poddał mu jeszcze nieprzyjaciół spośród ludzi, Dawid był jednak prawdziwie królem … Tak też Pan Jezus, choć jeszcze nie wszyscy nieprzyjaciele zostali Mu przez Boga poddani, jest jednak prawdziwie królem i prawdziwie posiada panowanie i władzę, które w najpełniejszej mierze sprawuje w niebie i na ziemi nad wszystkimi tymi, którzy są drodzy Bogu i stanowią szlachetniejszą część Jego królestwa.”
Fausto Sozzini, O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie (De non invocando Jesu Christo in precibus sacris) — Prawdziwa władza królewska i wywyższenie Chrystusa: porównanie z Dawidem
To, że jeszcze nie wszystko jest Mu poddane (Hbr 2,8), nie przemawia więc przeciw Jego panowaniu: kto musi panować, aż wszyscy nieprzyjaciele legną u Jego stóp (1 Kor 15,25), ten panuje już wcześniej. Wywyższony rządzi swoim Kościołem, wspiera swoich, wysłuchuje modlitw i przenika „nerki i serca” (Ap 2,23). Jemu przekazano sąd (J 5,22–27), a przy swoim powtórnym przyjściu wskrzesi wierzących „władzą powierzoną Mu przez Boga” i przemieni ich poniżone ciała (J 6,40; Flp 3,21).
W jakim sensie Chrystus nazywany jest „Bogiem”
Dlatego Pismo niekiedy nazywa Chrystusa także „Bogiem”. We wspomnianym już rozbiorze argumentu trynitarnego Sozzini rozróżnia dwa znaczenia tego słowa: oznacza ono tego, „który jest Bogiem sam przez się i od nikogo nie zależy”, ale także każdego, kto „ma jakieś najwyższe panowanie albo moc, albo władzę od tego samego jedynego Boga”. Powołuje się na to sam Jezus: skoro Pismo nazywa „bogami” tych, do których skierowano słowo Boże, to ten, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, może nazywać siebie Synem Bożym (J 10,34–36). Sozzini wnioskuje:
„Chrystus jest więc wprawdzie Bogiem, ale mimo to nie owym jedynym Bogiem. Bogiem jest raczej dlatego, że przez owego jedynego Boga (ten bowiem jest całkowicie tożsamy z Ojcem, jak później wykażemy) został w sposób najznakomitszy wyodrębniony spośród pozostałych, obsypany niebieskimi darami i ustanowiony po to, by ludziom zarówno zwiastować wieczne zbawienie, jak i rzeczywiście go udzielać. Tym bowiem właśnie jest owo Jego poświęcenie przez Ojca i posłanie na świat.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Rozbiór argumentu na rzecz trójjedynego Boga i bóstwa Chrystusa › Dwojakie znaczenie miana „Bóg” w Piśmie
Chrystus jest tym samym naprawdę Bogiem, a nie tylko z nazwy. W odpowiedziach na tezy o wykluczeniu Chrystusa z prawdziwego bóstwa, również dołączonych do traktatu o autorytecie Pisma, Sozzini stwierdza, że „także On sam jest prawdziwym Bogiem”, mianowicie takim, który „w rzeczywistości obdarzony jest boskim panowaniem i władzą”, jednak tak, że swoje bóstwo zawdzięcza całkowicie Stwórcy i jest Mu w pełni podporządkowany. Bóstwo Boga jest bowiem – jak mówi Sozzini – dwojakie: jedno, „które możemy nazwać istotowym, … drugie wolno nazwać sprawczym” (O czci Chrystusa, odpowiedzi na drugie i trzecie pytanie Dávida). Bóstwa istotowego Bóg nikomu nie udziela; sprawcze zaś nadaje stworzeniom i może im je znowu odebrać.
Nadana, nie wrodzona
W przeciwieństwie do nauki o Trójcy, według której władza ta jest Mu „wrodzona od wieczności”, Sozzini uważa ją za dar. Gdy Dávid zarzucił mu, że ten, kto przypisuje Chrystusowi własną moc, mówi jak „sofiści”, Sozzini odpowiedział:
„My natomiast mówimy, że owa władza została Chrystusowi kilka lat po tym, jak narodził się z Maryi, udzielona hojnie i dobrowolnie z dobroci Bożej – władza, która nie wypływa z Jego natury ani z essentia, choć (tak chciał Bóg) w Nim mieszkała … Ponadto twierdzimy, że taka władza Chrystusa może zostać od Niego oddzielona i ustanie, kiedy tylko spodoba się to Bogu.”
Fausto Sozzini, O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie (De non invocando Jesu Christo in precibus sacris) — Obiecana obecność Chrystusa, Paraklet i kwestia wzywania Chrystusa
Władzę nadano Mu już do działalności na ziemi – „już po części uzyskał panowanie i władzę królewską”; najwyższą zaś otrzymał wraz z wywyższeniem. Panowanie Chrystusa jest więc rzeczywiste, pozostaje jednak panowaniem z ręki Boga. Słowami Sozziniego: „… cała władza Syna prawdziwie spoczywa jedynie w ręku Ojca, który może ją odwołać, jeśli zechce.” Dlatego też nie jest ona wieczna w ścisłym sensie: gdy nie będzie już miejsca na wiarę i nadzieję, Chrystus przekaże królestwo Ojcu (1 Kor 15,24–28). Właśnie to zakłada, że On teraz panuje: „Jakież jednak królestwo będzie mógł przekazać, jeśli wcześniej ani żadnego nie posiadał, ani przynajmniej żadnym nie zarządzał?”
Niebieskie, a jednak na ziemi
Królestwo to jest niebieskie, lecz nie oderwane od świata. Podkreśla to Sozzini w polemice z Martinem Seidlem i „semijudaizantami”, którzy odrzucali Jezusa jako Mesjasza w niemałej mierze dlatego, że jakoby nie miał On królestwa na ziemi. W odpowiedzi skierowanej do Seidla czytamy:
„Twierdzimy bowiem, że nie tylko w niebie, lecz także na ziemi dana Mu została wszelka władza, i uznajemy Go za Władcę królów ziemi, za Króla królów i Pana panów, o tyle, że On jeden więcej może wobec wszystkich na ziemi, niż oni mogą wbrew Jego woli, i że wszyscy w końcu będą zmuszeni doświadczyć Jego władzy i ją wyznać.”
Fausto Sozzini, O czci Chrystusa — Królestwo niebieskie jako przewyższenie proroczej obietnicy
Dając królestwo niebieskie, Bóg dał zatem nie mniej, niż obiecał przez proroków, lecz więcej. Tak oto Chrystus Sozziniego nie jest ani wiecznym Bogiem nauki o Trójcy, ani zwykłym człowiekiem, za jakiego uważali Go przeciwnicy Jego adoracji, lecz człowiekiem, któremu Bóg powierzył najwyższą po sobie władzę. Na tym opiera się – jak pokaże następna część – adoracja i wzywanie Chrystusa.
Adoracja i wzywanie Chrystusa
Czy wolno adorować Chrystusa i wzywać Go w modlitwie, choć nie jest On Stwórcą? Sozzini bronił swojej odrębnej odpowiedzi w starciu z dwoma przeciwnikami: z Ferencem Dávidem we wspomnianej na wstępie dysputacji w Klużu oraz z Christianem Franckenem w sporze o cześć Chrystusa; tom O czci Chrystusa zawiera ponadto notatki i fragmenty Sozziniego ze sporu z Dávidem. Tytuł jego pisma przeciw Dávidowi, O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie, podaje tezę Dávida, przeciw której Sozzini pisze, a nie jego własną; nie oznacza też żadnego odwołania. Jaką rolę odegrał Sozzini w wytoczonym następnie Dávidowi procesie, pozostaje wśród badaczy kwestią sporną.
Adoracja nakazana, wzywanie dozwolone
Adoracja Chrystusa jest nakazana, ponieważ Bóg jej chce: wszyscy mają „oddawać cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu” (J 5,22–23), na imię Jezusa ma się zgiąć każde kolano (Flp 2,9–11), a „niech Mu oddają pokłon wszyscy aniołowie Boży” (Hbr 1,6). Przeciw czysto rozumowemu dowodowi Franckena, że stworzeniu nie przysługuje żadna religijna adoracja, Sozzini utrzymuje: „Bóg może udzielić swojej chwały, komu zechce”. Ta chwała odnosi się ostatecznie do samego Boga: adoracja Chrystusa „nie zatrzymuje się na Chrystusie, lecz przechodzi przez Niego do Boga” (O czci Chrystusa).
Wzywanie natomiast, czyli skierowana do Chrystusa modlitwa błagalna, jest uprawnione, lecz nie nakazane. Świadczą o nim Szczepan (Dz 7,59), Paweł, który według Sozziniego trzykrotnie błaga Chrystusa (2 Kor 12,8–9), błogosławieństwa w pozdrowieniach listów oraz wzywanie imienia Jezusa (Dz 9,14; Rz 10,12–14). Dávid uważał za sprzeczność nazywanie adoracji obowiązkiem, a wzywania – czymś jedynie dozwolonym. Sozzini odpowiada, że ze służbą i adoracją rzecz ma się inaczej niż ze wzywaniem:
„Tak że Chrystusowi wprawdzie musimy bezwarunkowo służyć i adorować Go; wzywać Go natomiast, gdy mowa o bezwarunkowej konieczności, nie jesteśmy zobowiązani, możemy to jednak czynić z pełnym prawem. Służba bowiem i adoracja, o których tu mowa, są raczej pewnymi skłonnościami naszej duszy i naszego ducha niż działaniami i nie ograniczają się do określonego czasu czy sposobności, lecz są stałe i nieodłączne od nas.”
Fausto Sozzini, O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie (De non invocando Jesu Christo in precibus sacris) — Nakaz adoracji i wzywania Chrystusa
Adoracja jest więc trwałą postawą duszy, wzywanie – aktem podejmowanym stosownie do czasu i sposobności. Gdyby trzeba było bezwarunkowo wzywać Chrystusa, nikt nie mógłby nigdy modlić się wyłącznie do Ojca – czemu przeczy „najdawniejszy zwyczaj pobożnego Kościoła chrześcijańskiego”.
Pierwsza i druga przyczyna
Wzywanie Boga i wzywanie Chrystusa nie są przy tym równorzędne. Sozzini odczytuje 1 Kor 8,6 następująco: Bóg jest tym, od którego wszystko pochodzi, Chrystus zaś tym, „przez którego w Kościele wszystko się dzieje” (O niewzywaniu). Zgodnie z tym zapisuje w uwagach do dysputacji o wzywaniu:
„… że Boga wzywamy jako jedyną i pierwszą przyczynę wszelkich dóbr, Chrystusa zaś jako przyczynę drugą, całkowicie zależną od tamtej pierwszej. Wynika stąd, że wzywanie Chrystusa jest zarazem wzywaniem samego Boga. Bóg bowiem udziela dóbr przez Chrystusa. Odwrotnie jednak wzywanie Boga nie jest wzywaniem Chrystusa; Chrystus bowiem niczego nie udziela przez Boga.”
Fausto Sozzini, O czci Chrystusa — O wzywaniu Chrystusa: różnice między wzywaniem Boga a wzywaniem Chrystusa › Pierwsza różnica: Bóg jako pierwsza, Chrystus jako druga przyczyna
Sozzini posługuje się tu obrazem (O niewzywaniu): kto prosi namiestnika ustanowionego przez króla, prosi samego króla – a jednak wolno zwrócić się także bezpośrednio do króla. Boga można prosić o wszystko, Chrystusa zaś o to, co dotyczy Kościoła i poszczególnych jego członków.
Przeciw trynitarzom i Dávidowi
Dávid stawiał głoszone przez Sozziniego wzywanie wywyższonego człowieka Chrystusa na równi z trynitarnym wzywaniem Chrystusa jako Boga. Sozzini obraca ten zarzut przeciwko niemu:
„W ten sam bowiem ciężki błąd popadliście jedni i drudzy, mianowicie sądząc, że nie można wzywać nikogo, kto nie jest owym Jehową, Stwórcą nieba i ziemi. Stąd wynikło, że tamci, którzy poznali, iż Chrystus może być wzywany, twierdzili, że Chrystus jest owym Bogiem Jehową; wy zaś, którzy widzieliście, że Chrystus nie jest owym Bogiem Jehową, zaprzeczaliście, że Chrystus może być wzywany.”
Fausto Sozzini, O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie (De non invocando Jesu Christo in precibus sacris) — Wzywanie Chrystusa u katolików i unitarian
Obie strony wyciągają z tej samej fałszywej przesłanki przeciwstawne wnioski; Sozzini podważa samą przesłankę. Jeśli zostanie wykazane, że Chrystusowi, choć jest stworzeniem, należą się adoracja i wzywanie, wówczas – jak pisze w pewnym liście – „upadną wszystkie mocniejsze bastiony trynitarzy” (O Kościele).
Swoboda niewzywania Chrystusa ma jednak swoją granicę. Dávid widział we wzywaniu imienia Chrystusa (np. 1 Kor 1,2) jedynie nadawanie miana: Jezus miałby być w ten sposób nazywany „Chrystusem”. We fragmentach odpowiedzi skierowanej do niego Sozzini replikuje:
„Z czego wynika, że skoro z przytoczonych wyżej miejsc jasno widać, iż «wzywać imienia Chrystusa» to w rzeczywistości to samo, co «być chrześcijaninem», a zatem nie może być chrześcijaninem ten, kto nie wzywa imienia Chrystusa, konieczne jest, aby każdy, kto chce słusznie nazywać się chrześcijaninem, z serca i publicznie czcił Chrystusa, wyznawał, że pokłada w Nim swą ufność, oraz uznawał i wyznawał, że ma prawo wypraszać Jego pomoc modlitwami do Niego kierowanymi.”
Fausto Sozzini, O czci Chrystusa — Wzywanie imienia Chrystusa jako publiczne wyznanie czci
„Wzywać imienia Chrystusa” oznacza tu zatem nie pojedynczą modlitwę błagalną, lecz wyznanie: z serca czcić Chrystusa, ufać Mu i uznawać, że ma się prawo prosić Go o pomoc. Kto tego odmawia, ten według Sozziniego nie nosi słusznie miana chrześcijanina. Do swobodnego wyboru pozostaje tylko to, czy i kiedy rzeczywiście kieruje się modlitwę do Chrystusa.
Do kogo kieruje się modlitwę
Modlitwę zanosi się przede wszystkim do Boga Ojca jako źródła wszelkich dóbr. Sozzini uważa za słuszne, aby „zwyczajne i stałe modlitwy, jak to się dotąd działo, były w Kościele kierowane raczej do samego Boga Ojca niż do Chrystusa” (O niewzywaniu). Modlitwy do Maryi i świętych, jakie odmawia się w pobożności ludowej, trącą według niego bałwochwalstwem; pewne jest bowiem, że „w sposób boski nie wolno niczego wypraszać, chyba że u samego Boga albo przynajmniej u tego, kto z własnego postanowienia Boga jest Mu podporządkowany” (Wykład Kazania na Górze, „Modlitwy do świętych”) – a jest nim jedynie człowiek Chrystus. Resztę nauki o modlitwie omawia dalej rozdział „Prawo Chrystusa”.
Szerzej: Adoracja Chrystusa – dowody z Pisma, zarzuty i odpowiedzi w szczegółach.
Przebaczenie bez zadośćuczynienia
Czy Bóg musi najpierw otrzymać zadośćuczynienie, zanim będzie mógł przebaczyć? Tego dotyczy traktat polemiczny Sozziniego O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore). Napisał go w 1578 roku w Bazylei jako odpowiedź skierowaną do reformowanego kaznodziei Jacques’a Coueta (łac. Covetus), którego argumenty przytacza i odpiera ustęp po ustępie; drukiem dzieło ukazało się dopiero w 1594 roku. Jego odpowiedź brzmi: Bóg przebacza darmo.
Couet broni panującej nauki: Chrystus jest naszym Zbawicielem, ponieważ za nasze grzechy złożył sprawiedliwości Bożej pełne zadośćuczynienie, a zadośćuczynienie to zostaje przypisane wierzącym. Podstawową ideę zadośćuczynienia wypracował Anzelm z Canterbury w Cur Deus homo; reformatorzy rozumieli je jako karę, którą Chrystus poniósł zamiast nas.
Temu Sozzini już na samym początku przeciwstawia własną definicję – i to ją, a nie naukę Coueta, uważa za prawowierną:
„Ja zaś sądzę, … że Jezus Chrystus jest naszym Zbawicielem dlatego, że drogę do wiecznej szczęśliwości nam ogłosił, potwierdził i we własnej osobie — zarówno przykładem swego życia, jak i uwielbieniem swej śmierci — jawnie ukazał; oraz dlatego, że On sam da nam, którzy mamy wiarę, życie wieczne. Co zaś do owej sprawiedliwości, przez którą my, grzesznicy, zasłużyliśmy za nasze grzechy na potępienie, wyraźnie twierdzę, że nie było jej potrzebne ani jakiekolwiek zadośćuczynienie, ani dzieło zadośćuczynienia.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część pierwsza: Refutacja argumentów biblijnych Coveta › Sprawiedliwość Boża
Chrystus zbawia więc jako głosiciel, poręczyciel i żywy wzór drogi zbawienia oraz jako przyszły dawca życia wiecznego – nie jako ten, kto spłaca dług. Zdanie to stwierdza na razie tylko tyle, że zadośćuczynienie nie było potrzebne; tego, że byłoby ono także niemożliwe, Sozzini dowodzi później osobno.
Pan może zrzec się swego prawa
Couet podnosi zarzut, że sprawiedliwość Boża domaga się ukarania każdego grzechu. Sozzini wprowadza rozróżnienie: sprawiedliwość, która rzeczywiście tkwi w Bogu, to prawość i słuszność, czyli uczciwość i rzetelność. Surowość i odpłata nie są natomiast przymiotami Boga, lecz skutkami Jego woli – gdyby nimi były, nigdy nie mógłby przebaczyć. Również to, że ludzkość popadła pod władzę śmierci wiecznej, wynika z wolnej woli Boga, a nie z jakiejś koniecznej sprawiedliwości. Przede wszystkim jednak grzech narusza własne prawo Boga, a nie prawo kogoś trzeciego:
„Każdemu zaś wolno zrzec się własnego prawa w takim zakresie, w jakim chce. … Dlatego Bóg, karząc ludzi albo ich uniewinniając, nie jest jak zwykły sędzia, jeden z wielu, który w cudzym imieniu prowadzi sprawę przeciw złoczyńcy i któremu nie wolno odstąpić od przepisów prawa, lecz jest jak władca nad wszystkimi, którego sama tylko wola – skoro chodzi o własne prawo – jest dla wszystkich prawem i stałą regułą.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część trzecia: Przeciw nauce o zadośćuczynieniu – dowody i refutacje › Prawo do przebaczenia
Bóg nie sądzi zatem według cudzego prawa, lecz we własnej sprawie. Pismo – przypomina Sozzini – nazywa naszą winę wobec Boga długiem dłużnika; Bóg występuje więc w roli wierzyciela. „Nie ma zaś takiego wierzyciela, który nie mógłby z pełnym prawem darować swemu dłużnikowi bądź części długu, bądź całego długu bez żadnego zadośćuczynienia.” Dlatego przebaczenie udzielone darmo nie jest niesprawiedliwością. W dziele Wykład Kazania na Górze Sozzini wyczytuje to samo z prośby Modlitwy Pańskiej o odpuszczenie naszych długów (Mt 6,12) i wyraźnie odsyła przy tym do tego właśnie traktatu polemicznego. Modlitwa, którą Chrystus nakazał nam wszystkim odmawiać, uczy – jak pisze – „że od długu naszych grzechów nie zostajemy uwolnieni w żaden inny sposób, jak tylko przez przebaczenie i odpuszczenie, których udziela nam Bóg, wobec którego jesteśmy winni”.
Bóg zawsze przebaczał darmo
To, że Bóg z tego prawa rzeczywiście korzysta, Sozzini pokazuje na podstawie całego Pisma: Bóg jest nieskory do gniewu i bogaty w miłosierdzie (Wj 34,6–7), u Niego jest przebaczenie (Ps 130,3–4), żałuje nieszczęścia, którym zagroził, gdy naród się nawraca (Jr 18,7–8), a bezbożny, który się nawraca i czyni to, co prawe, będzie żył (Ez 33,14–16). W Nowym Przymierzu obiecuje, że nie będzie już wspominał grzechów (Jr 31,31–34). W zamian nie żądał niczego poza pokutą i poprawą życia, jak nakazał to Chrystus.
Dług spłacony nie jest jednak długiem darowanym. W przypowieści o nielitościwym słudze (Mt 18,23–35) król darowuje dług, nie żądając od nikogo rekompensaty, a Paweł napomina, by przebaczać sobie nawzajem, jak Bóg nam przebaczył w Chrystusie (Ef 4,32; por. Kol 3,13). Gdyby Bóg powetował sobie szkodę kosztem Chrystusa, także nam byłoby wolno za doznane krzywdy żądać zadośćuczynienia od kogoś trzeciego. Sozzini konkluduje: „Przebaczenie i przyjęcie zadośćuczynienia nie mogą współistnieć, tak jak nie mogą współistnieć dzień i noc, światło i ciemność.”
Kara zastępcza jest niemożliwa
Zadośćuczynienie było jednak nie tylko niepotrzebne – było także niemożliwe. Grzywnę może za kogoś zapłacić ktoś inny, kary cielesnej zaś nikt za niego nie poniesie; sam Bóg mówi: „Dusza, która grzeszy, ona sama umrze” (Ez 18,20). Ponadto jedna śmierć wystarczyłaby co najwyżej za jednego człowieka. Przede wszystkim jednak należną karą była śmierć wieczna:
„Jezus Chrystus jednak nie poniósł śmierci wiecznej; a gdyby ją poniósł, cała nadzieja na nasze zbawienie i na nasze uwolnienie od kar za grzechy zostałaby oderwana od swego właściwego fundamentu. … A jednak gdyby Chrystus zbawił nas dlatego, że sam wziął na siebie kary należne za nasze grzechy, nie mógłby nigdy zmartwychwstać, lecz musiałby na zawsze pozostać w śmierci.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część trzecia: Przeciw nauce o zadośćuczynieniu – dowody i refutacje › Odcierpienie kary nie wystarcza
Nauka o zadośćuczynieniu rozbija się więc o zmartwychwstanie, od którego według Pawła zależy nasze zbawienie (1 Kor 15,17). Nie pomaga też zarzut, jakoby boska natura Chrystusa nadawała Jego cierpieniu nieskończoną wartość: nawet jeśli wraz z przeciwnikami przyjmiemy, że Chrystus był zarazem wiecznym Bogiem, to jako Bóg nie mógł cierpieć.
Bóg jedna – nie jest jednany
Nigdzie – podkreśla Sozzini – nie napisano, że Chrystus pojednał Boga z nami; wszędzie to my zostajemy pojednani z Bogiem, i to przez samego Boga (2 Kor 5,18–19; Rz 5,10; Kol 1,21–22). W 2 Kor 5,19 Paweł mówi nawet, jak to się dzieje:
„Mówi bowiem: Bóg był w Chrystusie i jednał z sobą świat. Lecz w jaki sposób? Czyżby żądając od samego Chrystusa kary za nasze występki? Czyżby sprawiając, by w swojej krwi złożył On zadośćuczynienie za nasze grzechy? … Bynajmniej – dodaje bowiem: nie poczytując im ich grzechów. Widzisz, w jaki sposób Bóg pojednał nas z sobą przez Chrystusa: mianowicie łaskawie darując nam nasze występki, jak zapowiedział to przez Jeremiasza.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część pierwsza: Refutacja argumentów biblijnych Coveta › Refutacja: pojednanie
Bóg jest więc sprawcą, a nie przedmiotem pojednania. To, że Pismo zawsze mówi w ten sposób, pokazuje według Sozziniego, „że nie Bóg, lecz my byliśmy wrogo usposobieni: nie On musiał zostać przebłagany, lecz my musieliśmy porzucić wrogość”. Również słowo pośrednik (Ga 3,19; 1 Tm 2,5; Hbr 8,6) nie oznacza kogoś, kto przebłaguje zagniewanego Boga, lecz – jak w przypadku Mojżesza – posłańca i wykładacza przymierza, które Bóg ofiaruje z własnej inicjatywy.
Przypisywanie komuś cudzej winy lub cudzej sprawiedliwości Sozzini uważa zresztą za niedorzeczne (zob. o tym niżej części o upadku Adama i o usprawiedliwieniu). Ostrzega też przed praktycznym skutkiem: kto sądzi, że wszystkie kary zostały dawno spłacone, w tym stygnie żar pobożności, a święte życie wydaje mu się zbędne do zbawienia.
Bóg przebacza pokutującym darmo: jako Pan może zrzec się swego prawa i – jak świadczy całe Pismo – także tego chce. Chrystus nie spłaca żadnego długu; głosi i potwierdza to przebaczenie oraz da wierzącym życie wieczne.
Dla pogłębienia: strona tematyczna Ofiara przebłagalna i zadośćuczynienie szczegółowo rozwija tę naukę, omawiając także wersety dowodowe strony przeciwnej, takie jak Iz 53,5, w którym Sozzini widzi chłostę, a nie zadośćuczynienie karne.
W jakim celu umarł Chrystus – i Jego kapłaństwo w niebie
Jeśli Bóg przebacza darmo, po co w takim razie krzyż? Odpowiedzią Sozziniego nie jest ani zastępcze ponoszenie kary, ani sam tylko wzór. Śmierć Chrystusa pieczętuje Bożą ofertę przebaczenia, prowadzi do zmartwychwstania i władzy, a jej zwieńczeniem jest kapłaństwo w niebie. Przebłaganie dokonuje się w nas, nie w Bogu.
To, że Chrystus umarł „za nas” i „za nasze grzechy”, Sozzini wyznaje wprost; jak zaznacza, zostało to „słusznie napisane”. Sporne jest tylko, co znaczy owo „za”. W „Pierwszym streszczeniu” o naszym usprawiedliwieniu przez Chrystusa wyjaśnia jednoznacznie:
„Stąd można dostrzec …, że wyrażenie, iż Chrystus umarł za nas, nie oznacza tego, w co wielu być może wierzyło, mianowicie że umarł zamiast nas albo w naszym zastępstwie. … Wynika to w pełni także z tego, że Chrystus swoją śmiercią tak dalece nie zajął naszego miejsca, iż raczej to my, za Jego przykładem, musimy być gotowi umrzeć, gdyż inaczej nie będziemy mieli udziału w Jego królestwie …”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Śmierć i krew Chrystusa jako pieczęć odpuszczenia grzechów › Znaczenie wyrażenia „umarł za nas”
„Za nas” znaczy więc, jak Sozzini ciągnie dalej, „ze względu na nas”, a „za nasze grzechy” – „z powodu naszych grzechów”. Gdyby ktoś umarł zamiast nas, nie musielibyśmy iść za nim na śmierć; Chrystus zaś wymaga od swoich właśnie takiej gotowości.
Według nauki reformacyjnej Chrystus umarł zamiast nas: poniósł na krzyżu należną nam karę i swoją krwią zapłacił za naszą winę. Dlatego Jego ofiarę uważa się za dokonaną na krzyżu, a hilasmos (1 J 2,2) – za uśmierzenie gniewu Bożego.
Czego dokonuje ta śmierć
Chrystus oddał swoje życie dobrowolnie, a jednak z polecenia Ojca (J 10,18). To, czego dokonuje ta śmierć, można na podstawie pism Sozziniego ująć w pięciu punktach:
- Pieczętuje Bożą ofertę przebaczenia oraz nowe, wieczne przymierze, tak jak niegdyś krew przymierza na Synaju pieczętowała dawne (Wj 24,8; Mt 26,28; Łk 22,20).
- Poświadcza prawdziwość Jego nauki: Chrystus wolał umrzeć, niż zaprzestać jej głoszenia.
- Uwidacznia nieskończoną miłość Boga (J 3,16; Rz 8,32).
- Daje wzór, za którym mamy iść: śladami Chrystusa aż do śmierci (1 P 2,21).
- Przede wszystkim zaś jest drogą do zmartwychwstania i najwyższej władzy: Chrystus wydał samego siebie, „aby tą drogą dojść do nieśmiertelności i także nas pociągnąć i zaprowadzić tam ze sobą”.
Pierwszy punkt Sozzini rozwija w swoim piśmie polemicznym przeciw Couetowi: Chrystus potwierdził drogę zbawienia nie tylko cudami, lecz przede wszystkim swoją krwią, krwią przymierza (Mk 14,24; por. Hbr 12,24).
„I do tego stopnia potwierdził tym ofiarowaniem to, co zostało obiecane, że samego Boga poniekąd zobowiązał do spełnienia wobec nas tego, co przyrzeczone, a Jego krew niejako głośno woła do Ojca, by zechciał jawnie dotrzymać obietnic, które sam Chrystus zapowiedział nam w Jego imieniu i dla których potwierdzenia nie cofnął się przed przelaniem swojej krwi.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część pierwsza: Refutacja argumentów biblijnych Coveta › Chrystus jako Zbawiciel
„Zobowiązanie” i „wołanie” są – jak wskazują użyte przez Sozziniego słowa „poniekąd” i „niejako” – mową obrazową: krew niczego nie spłaca i nie zmienia usposobienia Boga; poręcza Jego przyrzeczenie. Na ostatnim punkcie opiera się jednak wszystko: według Sozziniego śmierć Chrystusa bez zmartwychwstania nie wyzwoliłaby nas, lecz „całkowicie odebrałaby samą nadzieję na wyzwolenie”. Ale i samo zmartwychwstanie by nie wystarczyło, gdyby Chrystus, przeniesiony do nieba, nie osiągnął „wiecznej chwały i władzy”. Kto sprowadza Chrystusa Sozziniego do nauczyciela i wzoru, ten przeocza to centrum.
Wychodząc od tego centrum, Sozzini objaśnia także mowę Pisma o krwi. Krew Jezusa oczyszcza z wszelkiego grzechu (1 J 1,7) – nie jednak jakąś ukrytą mocą, lecz taką, „którą sami możemy wyraźnie rozpoznać”:
„Skoro bowiem Chrystus przez przelanie swojej krwi, a nie jakąkolwiek inną drogą, doszedł do owej najwyższej władzy, jest oczywiste, że to przez Jego krew zostaliśmy oczyszczeni z grzechów, to znaczy uwolnieni od kary należnej naszym grzechom. Wszak mocą owej najwyższej władzy może On wszystkich, którzy są Mu posłuszni, wybawić od śmierci wiecznej i obdarzyć szczęśliwą nieśmiertelnością.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Oczyszczenie z grzechów przez krew Chrystusa
„Oczyszczeni” znaczy więc: uwolnieni od kary, o ile chodzimy w światłości. Zarazem krew sprawia, „że przestajemy grzeszyć”. Także „okup” (Mt 20,28; 1 Tm 2,6) jest obrazowym określeniem wyzwolenia – tak jak Bóg wyzwolił Izraela przez Mojżesza bez żadnego okupu – a nie prawdziwą ceną, „która zostałaby zapłacona komukolwiek, a zwłaszcza Bogu, za nasze wyzwolenie”.
Arcykapłan w niebie
Kapłaństwo Chrystusa Sozzini ujmuje w świetle Dnia Przebłagania (Kpł 16,15–16): tamta ofiara była dopełniona dopiero wtedy, gdy arcykapłan wniósł krew do Miejsca Najświętszego (Hbr 9,7). Tak też ofiarowanie Chrystusa nie dopełniło się na krzyżu, lecz wtedy, gdy wszedł On do nieba, które odpowiada Miejscu Najświętszemu (Hbr 9,11–14; 9,24). Dlaczego również przebłaganie dokonuje się dopiero w niebie, Sozzini uzasadnia następująco:
„Ponieważ jednak Chrystus dokonuje dla nas przebłagania za nasze grzechy nie przez zadośćuczynienie sprawiedliwości Bożej, lecz przez objawienie woli Bożej i przez osiągnięcie wiecznej i najwyższej władzy i mocy, słuszne, a nawet konieczne jest, że przebłaganie zostało dokonane dopiero po tym, jak wstąpił do nieba. Ani bowiem wcześniej nie objawił nam w pełni woli Bożej, ani sam nie osiągnął życia wiecznego i owej najwyższej władzy, zanim, powstawszy z martwych, wstąpił do nieba, gdzie pozostaje na wieki.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część druga: Odkupienie jako mowa obrazowa › Przebłaganie w niebie
Dokonywać przebłagania Chrystus może więc dopiero dzięki władzy, którą otrzymał w niebie; na ziemi „nie byłby nawet kapłanem” (Hbr 8,4). W niebie zaś może na zawsze zbawić tych, „którzy przez Niego przystępują do Boga, ponieważ zawsze żyje, aby wstawiać się za nimi” (Hbr 7,24–25; por. 1 J 2,1). To wstawiennictwo Sozzini rozumie obrazowo: Chrystus nie łagodzi gniewu Ojca, lecz władzą uzyskaną dzięki posłuszeństwu stale uwalnia swoich od kary i śmierci wiecznej. Przebłaganie dokonuje się więc nieustannie, i to w nas; w tym samym rozdziale czytamy: „to, co służy przebłaganiu za grzechy, dotyczy nie Boga, lecz nas”.
W tym sensie Chrystus nazywany jest „przebłaganiem za nasze grzechy” (1 J 2,2). Sozzini wyjaśnia, że hilasmos i słowa pokrewne „nie mają, zwłaszcza w Piśmie Świętym, znaczenia udobruchania kogoś rozgniewanego i uczynienia go łagodnym, lecz jedynie znaczenie oznajmienia, że co do kar za grzechy usposobienie tego, kto ma je wymierzać i ich dochodzić, jest łagodne i pokojowe, oraz oznajmienia, że grzechy nie poniosą zasłużonych kar” (Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana, do 1 J 2,2). Nie zmienia się usposobienie Boga; ogłoszona zostaje Jego łagodność. Chrystus jest przebłaganiem także „za grzechy całego świata”: jest gotów odwrócić należne kary od wszystkich, którzy się do Niego nawracają; Sozzini odrzuca ograniczanie tego do bezwarunkowo wybranych.
Krzyż nie zmienia usposobienia Boga – pieczętuje Jego ofertę przebaczenia i prowadzi Chrystusa do władzy zbawiania swoich.
Dla pogłębienia: to, jak krzyż i zmartwychwstanie łączą się ze sobą, pokazuje również strona tematyczna Ofiara przebłagalna i zadośćuczynienie.
Upadek Adama, grzech i kusiciel
Sozzini odczytuje upadek pierwszego człowieka inaczej niż tradycja: człowiek był śmiertelny od początku; przestępstwo Adama sprowadziło śmierć wieczną, która dotyka wszystkich jego potomków na mocy pochodzenia, a nie przez przypisanie. Skłonność do grzechu wyrosła z nawyku, wola zaś pozostaje wolna. Wraz z tradycją Sozzini utrzymuje: kusiciel jest rzeczywistą osobą – sprawcą grzechu nie jest jednak Bóg.
Krótki zarys religii chrześcijańskiej, dołączony do tomu O autorytecie Pisma Świętego, rozważa najpierw naturę i stan człowieka przed Bogiem:
„Człowiek, ponieważ został uczyniony z ziemi, jest ze swej natury (Rdz 2,7; 1 Kor 15,47) śmiertelny (Rdz 3,19; 1 Kor 15,48) i poddany przemijaniu; wskutek zaś okoliczności, która do tego doszła – ponieważ przekroczył Boże przykazanie – jest skazany na śmierć wieczną (Rdz 2,17; 3,19), tak że co do nieśmiertelności nie ma nic wspólnego z Bogiem, a ponadto przez swoje grzechy stał się Jego wrogiem.”
Fausto Sozzini, O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) — Religia chrześcijańska jako droga do życia wiecznego przez posłuszeństwo Chrystusowi › Śmiertelność człowieka i konieczność łaski Bożej
Sozzini rozróżnia zatem dwie rzeczy: śmiertelny jest człowiek z natury, jako stworzenie z ziemi (Rdz 2,7; 3,19); grzech sprowadził nie śmiertelność, lecz śmierć wieczną, od której uwolnić może jedynie Bóg (o tym niżej, w części „Stworzony śmiertelnym – nieśmiertelność jako dar”). Jak wyraźnie stwierdza w Wykładzie Kazania na Górze, pierwszy człowiek „także przed grzechem bynajmniej nie był nieśmiertelny”; obszernie wyłożył to wcześniej w swojej dyspucie z Francesco Puccim, do której odsyła również w komentarzu do Pierwszego Listu św. Jana.
Według Augustyna śmierć przyszła dopiero przez grzech Adama; synod w Kartaginie (418) odrzucił tezę, że Adam umarłby także bez grzechu. W Adamie wszyscy zgrzeszyli (Rz 5,12 według Wulgaty: in quo omnes peccaverunt), a wina i zepsuta natura przeszły na wszystkich przez zrodzenie. Reformowany przeciwnik Sozziniego, Couet, wnioskował: jak nieposłuszeństwo Adama przypisuje się wszystkim ludziom, tak posłuszeństwo Chrystusa przypisuje się wierzącym.
Śmierć przez pochodzenie, nie przez przypisanie
W czwartej części swojego pisma polemicznego przeciw Couetowi Sozzini podważa już pierwszą połowę tego wniosku: „Fałszem jest jednak, jakoby przestępstwo i nieposłuszeństwo Adama zostały przypisane ludziom, i nigdzie Pismo tego nie naucza”. Greckie eph’ hō w Rz 5,12 znaczy według niego nie „w którym (człowieku)”, lecz „o tyle, o ile”: śmierć przeszła na wszystkich o tyle, o ile wszyscy zgrzeszyli. A jednak panowała ona także nad tymi, którzy nie zgrzeszyli tak jak Adam (Rz 5,14). Dlaczego tak było, pokazuje porównanie z Chrystusem:
„Nie dlatego więc mamy udział w życiu wiecznym, że przypisuje się nam sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusa, lecz dlatego, że stawszy się przez własne posłuszeństwo dziećmi owego zrodzenia, otrzymujemy stąd wyrok, który wyszedł od Niego samego: tak jak nie dlatego jesteśmy winni śmierci, że przypisuje się nam przewinienie i nieposłuszeństwo Adama, lecz dlatego, że jako zrodzeni z niego otrzymujemy stąd wyrok, który na niego wydano.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część czwarta: Wiara usprawiedliwiająca i przypisanie sprawiedliwości Chrystusa › Chrystus – Adam (Rz 5)
Jak śmierć przychodzi przez cielesne pochodzenie, tak życie przez duchowe zrodzenie z Chrystusa – jedno i drugie bez przypisania. Sozzini ujmuje to obrazowo: dzieci człowieka ogłoszonego niewolnikiem dzielą jego stan, choć w łagodniejszej postaci, nie dlatego, żeby działa się im krzywda, lecz na mocy zrodzenia. Kto zatem wyjaśnia „grzech pierworodny (jeśli w ogóle wolno go nazywać grzechem)” przypisaniem, ten popełnia ogromny błąd (tamże). Nawet kara śmierci nie wynika z natury grzechu: śmierć weszła na świat, „ponieważ spodobało się Bogu ukarać grzech pierwszego człowieka śmiercią” (tamże; por. wyżej „Przebaczenie bez zadośćuczynienia”).
Nie oznacza to, że Sozzini neguje skutki upadku. Zdanie, że grzech pierworodny jest „żydowską baśnią”, znajduje się wprawdzie w tomie O usprawiedliwieniu, pochodzi jednak z dialogu anonimowego autora (N. N.). W swojej uwadze Sozzini odpowiada na to: „Jest rzeczą całkowicie pewną, że kary wyznaczone za grzech pierwszego praojca dotykają całego jego potomstwa, bez względu na grzech potomstwa; jedynie dlatego, że są potomkami samego Adama i od niego pochodzą” (O usprawiedliwieniu, uwagi F. S. do dialogu, nr 4).
Skłonność do grzechu: nawyk, nie kara
Jeszcze znacznie ciężej niż zwolennicy przypisania błądzą według Sozziniego ci, którzy nauczają, że Bóg za karę wypalił w Adamie zepsucie woli, które dziedzicznie przechodzi na nas:
„Ba, cóż byłoby bardziej niedorzecznego i bardziej niegodnego Boga, który w najwyższym stopniu nienawidzi grzechu, niż to, żeby wymierzył taką karę, wskutek której ukarany nie mógłby odtąd przestać grzeszyć? Wprawdzie Bóg nierzadko poraża ślepotą umysłu … Dzieje się to jednak tylko z tymi, którzy uporczywie trwają w grzechach … Mimo to wolna wola przy tym nie ginie. … Doprawdy nie wiem, czy można by powiedzieć coś bardziej odrażającego niż to, że Bóg, źródło i sprawca wszelkiej prawości, miałby zostać uczyniony sprawcą zepsutej woli …”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część czwarta: Wiara usprawiedliwiająca i przypisanie sprawiedliwości Chrystusa › Chrystus – Adam (Rz 5)
Bóg nie karze więc przymusem grzeszenia; nawet zaślepieni zachowują wolną wolę. Skłonność do grzechu nie jest też naturalnym następstwem tego jednego upadku, lecz narosła: „wskutek powtarzanych czynów powstał nawyk to tego, to innego występku”, a tak zepsuta natura przechodziła dalej przez przekazywanie życia (tamże). Także bez upadku Adama ludzie obdarzeni wolną wolą mogliby grzeszyć – jak sam Adam, który wyszedł z rąk Boga nieskażony. O wolności woli i o grzechu chrześcijan (1 J 3,9; 5,16) zob. niżej „Łaska, wiara i usprawiedliwienie”.
Kusiciel i Opatrzność Boża
Do grzechu nakłania jednak nie tylko własna pożądliwość, lecz także diabeł, który zsyła nieszczęścia i chce nas odwieść od czystej czci Boga. Niektórzy chrześcijanie – według Sozziniego także jeszcze za jego czasów – uważali mowę o diable za czysto przenośną: według Jk 1,14 każdy jest kuszony przez własną pożądliwość i to właśnie ona ma być gdzie indziej nazywana szatanem. W wykładzie ostatniej prośby Modlitwy Pańskiej Sozzini odpowiada na to:
„Niezmiernie się dziwię, powiadam, tym ludziom, którzy albo czegoś takiego nauczają, albo sami w to wierzą, a mimo to wyznają, że dają pełną wiarę Pismom Starego Testamentu. Wystarczy bowiem sam początek historii Hioba, by wykazać im albo błąd, albo kłamstwo; z niego mianowicie w sposób oczywisty wynika, że szatan jest osobą, która usiłuje szkodzić ludziom, przede wszystkim zaś tym, którzy czczą Boga w czystości.”
Fausto Sozzini, Wykład Kazania na Górze (Concionis Christi) — Wybawienie od złego › Realność szatana
Według Hi 1,6–12 szatan staje przed Bogiem i otrzymuje władzę nad dobytkiem Hioba; według 1 Krn 21,1 pobudził Dawida do przeprowadzenia spisu ludu. Konsekwentnie Sozzini – tak jak wcześniej w przypadku Mt 5,37 – woli odczytywać słowa „zbaw nas ode złego” (Mt 6,13) w sensie osobowym: chodzi o Złego, o samego szatana. Diabeł grzeszy „od początku” (1 J 3,8). Według komentarza Sozziniego do Pierwszego Listu św. Jana znaczy to: grzeszenie jest mu właściwe i nieustanne – nieustanne, „ponieważ nigdy, odkąd diabeł istnieje, nie przestał grzeszyć”.
Co jednak oznacza wobec tego prośba „nie wódź nas na pokuszenie” (Mt 6,13)? Słowo „kusić” ma według Sozziniego dwa znaczenia: gdy Bóg kusi Abrahama (Rdz 22,1), wystawia go na próbę; do grzechu jednak Bóg nikogo nie nakłania (Jk 1,13) – to czyni kusiciel. W Modlitwie Pańskiej mianem „pokuszenia” określa się przeciwności, które mogą nas sprowadzić z drogi pobożności. Ich najbliższą przyczyną jest zazwyczaj diabeł, lecz pobożnych spotykają one „nie bez określonego zrządzenia Bożego”. Dlatego prosimy „nie o to bynajmniej, abyśmy nie popadli w takie rzeczy, lecz abyśmy im nie ulegli” (Wykład Kazania na Górze, „Wytrwałość zamiast oszczędzenia”) – tak jak według Pawła Bóg wraz z pokusą stwarza też wyjście, abyśmy mogli ją znieść (1 Kor 10,13).
Dlaczego jednak Bóg daje kusicielowi wolną rękę? On sam nie jest sprawcą grzechu i nie stworzył żadnych istot po to, by nas zgubić: diabły były niegdyś aniołami i swoją niegodziwość zawdzięczają same sobie (2 P 2,4; Jud 6). Bóg pozwala im istnieć i obraca ich wrogość ku dobremu: w jej obliczu pobożni mają ćwiczyć swoją wiarę i przejść próbę. To, że diabeł zdaje się mieć większą moc, by nas zgubić, niż Bóg, by nas zbawić, wynika według Sozziniego stąd, że Bóg zbawia jedynie z zachowaniem naszej wolnej woli, podczas gdy diabeł posługuje się zarówno podstępem, jak i przemocą. Dlatego Chrystus zamyka Modlitwę Pańską prośbą, byśmy nie ulegli pokusom i zostali wybawieni od złego – jako prośbą najwyższej wagi, tak jak to, co cenniejsze, zachowuje się na koniec (Wykład Kazania na Górze, „Wybawienie od złego”).
Ponieważ Bóg nikomu nie narzuca zepsutej woli, a wola pozostaje wolna, grzech nie jest fatum: można mu się oprzeć – w walce z kusicielem i w modlitwie o Bożą pomoc.
Dla pogłębienia: Nauka o grzechu pierworodnym pod lupą oraz „Z natury dziećmi gniewu”? (Ef 2,3).
Łaska, wiara i usprawiedliwienie
Jak grzesznik staje się sprawiedliwy przed Bogiem? Odpowiedź Sozziniego: z czystej łaski – sprawiedliwym zostaje jednak ogłoszony tylko ten, kto ufa Chrystusowi i dlatego jest Mu posłuszny. Zakłada to człowieka, którego wola jest naprawdę wolna.
We wspomnianym już liście pisanym po włosku Sozzini odpowiada owemu niewymienionemu z imienia panu, któremu wolna wola mogła się wydawać „w najwyższym stopniu niedorzeczna”, a nawet bluźniercza:
„Nie wątpię bowiem bynajmniej, że najdobrotliwszy Bóg chce, aby każdy, kto odtąd żyje według przykazań Jezusa Chrystusa, choćby był przedtem grzesznikiem najbardziej nawet zatraconym, dostał się do nieba; i nie wątpię też, że tak żyć i być posłusznym Jezusowi Chrystusowi leży w ogólności w mocy i wolności wszystkich tych, którym sam Bóg raczył objawić tegoż Chrystusa i Jego Ewangelię.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Co musi być w nas: wewnętrzne przyczyny usprawiedliwienia › Obrona wolnej woli
Zbawcza wola Boga obejmuje zatem wszystkich, którym głoszona jest Ewangelia, o ile wierzą i są posłuszni; zdolności do tego Bóg udziela, według tez Sozziniego o usprawiedliwieniu, „wszystkim bez różnicy”. Bez tej wolności, jak czytamy w liście, „także sama religia i cała pobożność zostałyby zniesione i od podstaw zniszczone”. To, że wiara jest mimo to darem Bożym, pokazuje część poświęcona Duchowi Świętemu.
Bezwarunkową predestynację poszczególnych ludzi Sozzini odrzuca. Jej głównego dowodu, Dz 13,48 – „uwierzyli wszyscy, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego” –, nie odnosi w dziele O Jezusie Chrystusie Zbawicielu do odwiecznego postanowienia: „przeznaczony” jest ten, kto ma „usposobienie ani nieprawe, ani niechętne sprawiedliwości i pobożności”. Boże miłosierdzie jest wolne (Rz 9,18); kto jednak odrzuca Ewangelię, czyni to z własnej niegodziwości (J 3,19–21; J 8,47). O przebłaganiu za cały świat (1 J 2,2) zob. „W jakim celu umarł Chrystus”.
Tego, czy Bóg zna z góry przyszłe wolne decyzje, cytowane tu pisma nie rozważają. We wspomnianych wyżej Wykładach teologicznych (Praelectiones theologicae) Sozzini zaprzecza takiej przedwiedzy, ponieważ decyzje te nie są jeszcze przesądzone; wszechwiedza Boga nie zostaje przez to, jego zdaniem, umniejszona, obejmuje bowiem wszystko, co w ogóle da się wiedzieć. Obszernie i słowami samego Sozziniego omawia to strona Predestynacja.
Czym jest usprawiedliwienie
Usprawiedliwienie jest dla Sozziniego pojęciem prawnym, w którym nikt nie zostaje „uczyniony sprawiedliwym, lecz ogłoszony sprawiedliwym”. W jego „Drugim streszczeniu” czytamy:
„Nasze usprawiedliwienie przed Bogiem to, mówiąc jednym słowem, nic innego, jak być przez Boga uważanym za sprawiedliwego. … Stwierdzam więc, że Bóg wprawdzie całkiem darmo uważa nas za sprawiedliwych i odpuszcza nam grzechy, lecz dopiero wtedy, gdy wierzymy w Jezusa Chrystusa. Wierzyć zaś w Jezusa Chrystusa to nic innego, jak ufać Jezusowi Chrystusowi i dlatego według Jego nakazu kształtować swoje życie.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Istota, sposób i skutki usprawiedliwienia przed Bogiem
Orzeczenie to obejmuje przebaczenie i jest czystą łaską: nic nie skłania do tego Boga poza Jego własną dobrocią. Łaska ta, jak uczy Tt 2,11–12 – dla Sozziniego kwintesencja chrześcijańskiej pobożności – wychowuje do życia trzeźwego, sprawiedliwego i pobożnego. Za sprawiedliwość poczytuje się człowiekowi jego własną wiarę (Rz 4,3–5), a nie sprawiedliwość Chrystusa: „poczytanie sprawiedliwości” oznacza u Pawła „nie to, że zostaje poczytana cudza sprawiedliwość, lecz to, że jest się uważanym za sprawiedliwego” (O Jezusie Chrystusie Zbawicielu).
Luter i Kalwin nauczali: grzesznik zostaje usprawiedliwiony jedynie przez wiarę, ponieważ Bóg przypisuje mu sprawiedliwość Chrystusa; dobre uczynki następują jako owoce, nie są jednak warunkiem. Wolnej woli w sprawach zbawienia obaj zaprzeczali, a Kalwin nauczał podwójnej predestynacji. Sobór Trydencki (1547) widział natomiast w usprawiedliwieniu wewnętrzną odnowę przez łaskę wlaną.
Posłuszeństwo Sozzini odgranicza z dwóch stron:
„Jak jednak musimy się strzec, by świętości i niewinności życia nie nazywać, jak to dziś czyni większość, skutkiem naszego usprawiedliwienia przed Bogiem, tak musimy starannie uważać, by nie sądzić, że sama świętość i niewinność jest naszym usprawiedliwieniem przed Bogiem, i nie twierdzić, że jest ona przyczyną sprawczą lub pobudzającą naszego usprawiedliwienia przed Bogiem; lecz jedynie tą przyczyną, bez której owo usprawiedliwienie nie przypada nam w udziale, jak to postanowił Bóg.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Istota, sposób i skutki usprawiedliwienia przed Bogiem › Skutki usprawiedliwienia i towarzyszące mu okoliczności
Posłuszeństwo nie jest więc ani przyczyną sprawczą, ani zasługującą, lecz, jak głoszą jego tezy, „nieodzowną przyczyną (causa sine qua non)” usprawiedliwienia. W ten sposób Sozzini godzi Pawła z Jakubem: Paweł zaprzecza jedynie usprawiedliwieniu z zasługi doskonałego wypełniania Prawa przez całe życie (Rz 4,4–5); Jakub domaga się rzeczywistego, choć niedoskonałego posłuszeństwa, takiego, jakie okazał Abraham (Jk 2,21–24). O Jakubowym obrazie wiary bez uczynków jako ciała bez ducha (Jk 2,26) Sozzini pisze we włoskim liście:
„Z czego wynika, że uczynki bynajmniej nie są po prostu owocami wiary, jak się powszechnie sądzi, lecz nadają formie wiary doskonałość i dają jej, że tak powiem, życie.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — O wierze i uczynkach – z listu pisanego po włosku › Skuteczność uczynków w usprawiedliwieniu
Wiara bez posłuszeństwa nie jest zatem ani żywa, ani usprawiedliwiająca; nie bez powodu Chrystus „stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy są Mu posłuszni” (Hbr 5,9). Pocieszające pozostaje to, że Bóg nie postępuje według najsurowszego prawa. Słabości nie szkodzą usprawiedliwieniu, dopóki ufamy Chrystusowi i usilnie staramy się ich wyzbyć.
Grzech, ponowny upadek i pokuta
„Z Boga narodzony” jest – według komentarza Sozziniego do Pierwszego Listu św. Jana – ten, kto wierzy, że Jezus jest Chrystusem (1 J 5,1); Boże „nasienie” (1 J 3,9) to najprawdopodobniej słowo Ewangelii (por. 1 P 1,23). Nowe narodzenie jest więc odnową moralną przez słowo przyjęte z wiarą. „Nie grzeszy” znaczy: nie trwa w grzechu. Potknięcia pozostają możliwe (Ga 6,1). W dziele O usprawiedliwieniu Sozzini dodaje: temu, kto postępuje według Ducha, nie poczytuje się tego, co popełnia ze słabości lub z niewiedzy; jeśli zaraz się podniesie, to „potknął się, ale nie upadł”.
Kto natomiast ponownie popada w grzech i w nim trwa, przestaje być usprawiedliwiony. Na nowo usprawiedliwiony może zostać tylko przez pokutę, jednak ta ponowna pokuta według tez Sozziniego „nie leży w naszej mocy, lecz Bóg jej udziela”, komu chce; pokutującemu przebacza On jako „wierny i sprawiedliwy” (1 J 1,9). Bezgrzesznej doskonałości Sozzini nie naucza; kto czyni ją warunkiem, ten – jak czytamy w dziele O usprawiedliwieniu – doprowadza ludzi do rozpaczy albo do samooszukiwania się. Wreszcie „grzech prowadzący do śmierci” (1 J 5,16) nie jest według komentarza do Listu św. Jana żadnym określonym przewinieniem, lecz trwaniem w grzechu, przy którym ktoś „w żaden sposób nie troszczy się o to, by od niego odstąpić”.
Dla pogłębienia: O usprawiedliwieniu Sozziniego w wydaniu angielskim.
Stworzony śmiertelnym – nieśmiertelność jako dar
Nadzieja Sozziniego opiera się nie na nieśmiertelnej duszy, lecz na zmartwychwstaniu. Z natury człowiek jest śmiertelny; ponieważ zaś przekroczył Boże przykazanie, jest ponadto skazany na śmierć wieczną. Dlatego, jak pokazano wyżej w części „Upadek Adama”, pod względem nieśmiertelności nie ma nic wspólnego z Bogiem, który „sam tylko ma nieśmiertelność” (1 Tm 6,16). Nieśmiertelność jest darem Boga, a nie przyrodzoną właściwością.
O tym, komu jest ona przeznaczona, mówi zdanie otwierające „Pierwsze streszczenie” w dziele O usprawiedliwieniu; z tego postanowienia Sozzini wyprowadza tam posłanie Chrystusa, Jego śmierć, wskrzeszenie i wywyższenie:
„Bóg jedynie ze swej najwyższej dobroci postanowił niegdyś wszystkim, którzy się opamiętują i odtąd wyrzekają się żądz światowych, żyją trzeźwo, sprawiedliwie i pobożnie na tym teraźniejszym świecie, odpuścić wszystkie grzechy, a po tym śmiertelnym życiu przenieść ich do nieśmiertelnego, wskrzeszając ich z martwych; byleby tylko nie dali się odwieść od takiego sposobu życia nawet grozą samej śmierci, choćby najstraszliwszej i najohydniejszej.”
Fausto Sozzini, O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) — Śmierć i krew Chrystusa jako pieczęć odpuszczenia grzechów
Podstawą tego daru jest wyłącznie dobroć Boga. Przeznaczony jest on dla tych, którzy się nawracają, żyją według Tt 2,12 i trwają przy tym nawet pod groźbą śmierci; udzielany jest nie w chwili śmierci, lecz przez wskrzeszenie z martwych.
Wielkie Kościoły nauczały, że dusza jest z natury nieśmiertelna – w Kościele rzymskim potwierdził to V Sobór Laterański (1513) – i zaraz po śmierci trafia do Boga albo na potępienie, a według nauki rzymskiej ewentualnie najpierw do czyśćca. W dniu ostatecznym, jak głosi Wyznanie augsburskie (1530), Chrystus wskrzesi wszystkich umarłych i skaże bezbożnych na wieczną karę.
Nadzieja ta została objawiona dopiero przez Chrystusa. Z 1 J 5,11–12 Sozzini wyprowadza w swoim komentarzu do Pierwszego Listu św. Jana wniosek, „że obietnica życia wiecznego nie została dana przez Boga inaczej, jak tylko przez Jezusa Chrystusa”; Prawo Mojżesza obiecywało jedynie pomyślność w tym życiu. W uwagach do pisma innego autora, upatrującego nowość przymierza w wypisaniu tego samego Prawa na sercach (Jr 31,33), Sozzini odpowiada:
„Należy raczej rozumieć, że owo Nowe Przymierze będzie tego rodzaju, iż ma moc wypisywać prawo Boże na sercach ludzi. Takiej mocy Stare nie miało. Nie jest to też dziwne, skoro Nowe zostało ustanowione na daleko lepszych obietnicach (Hbr 8,6) … pod nim jesteśmy stale prowadzeni i utrzymywani w posłuszeństwie nie przez strach przed śmiercią i groźby kar, jak pod Starym, lecz przez nadzieję szczęśliwej nieśmiertelności, której w Bożym porządku przymierza nie przedłożono ludziom dawnych czasów i na którą światło rzucił Chrystus (2 Tm 1,10).”
Fausto Sozzini, O czci Chrystusa — Uwagi Sozziniego o Nowym Przymierzu i obietnicy Jeremiasza › Wypisanie prawa na sercach
Nowe Przymierze wiąże więc lepszą obietnicą, a nie groźbą. Pobożnym, którzy żyli przed Chrystusem, Sozzini w komentarzu do Listu św. Jana nie odmawia jednak życia wiecznego: według Łk 20,37–38 i Hbr 11,39–40 zostaną oni wraz z chrześcijanami doprowadzeni do doskonałości, „uczynieni nieśmiertelnymi i szczęśliwymi”. Nie zostało im ono obiecane, a jednak zostanie im darowane.
Zmartwychwstanie umarłych wydaje się według Sozziniego sprzeczne z rozumem jak mało który inny dogmat chrześcijański; właściwie wyjaśnione nie daje się jednak obalić żadnym argumentem. Pewność daje zmartwychwstanie Jezusa. Przeciw Couetowi, który zaprzeczał, jakoby Chrystus przez nie ukazał drogę zbawienia, Sozzini pisze:
„Głównym zatem punktem i niejako fundamentem całej wiary i naszego zbawienia w osobie Chrystusa jest samo zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa … Wydaje się bowiem prawie niemożliwe, aby ktoś wierzył lub widział, że Jezus został wskrzeszony z martwych, a nie dał wiary Jego słowom i wskutek tego nie odwrócił się od swoich grzechów, by służyć Bogu żywemu, pełen nadziei nieśmiertelności, i w ten sposób nie dostąpił odpuszczenia grzechów i zbawienia wiecznego.”
Fausto Sozzini, O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) — Część pierwsza: Refutacja argumentów biblijnych Coveta › Zmartwychwstanie – szczęśliwość
Zmartwychwstanie uwierzytelnia naukę Jezusa i skłania do nawrócenia. W tym samym kontekście Sozzini wnioskuje z Flp 3,21, że Wywyższony jako człowiek ma moc wskrzesić tych, którzy do Niego należą, przekształcić ich poniżone ciała i obdarzyć ich nieśmiertelnością. Nastąpi to przy Jego powtórnym przyjściu (1 Kor 15,23); kto spośród nich będzie wtedy jeszcze żył, zostanie przemieniony.
Dopiero wtedy wierzący staną się, jak czytamy w Wykładzie Kazania na Górze Sozziniego, dziećmi Bożymi „w najwyższym i najwznioślejszym sensie”, to znaczy nieśmiertelnymi (Łk 20,36); ich celem jest nieśmiertelność, „której siedzibą jest niebo”. Życie Adama natomiast było, jak stwierdza traktat polemiczny przeciw Couetowi, już przed upadkiem „zmysłowe i ziemskie”; obiecane zaś zostało „duchowe i niebieskie życie”.
Między śmiercią a sądem
W swoim komentarzu do Pierwszego Listu św. Jana Sozzini wyraźnie nie rozstrzyga, jaki jest stan między śmiercią a zmartwychwstaniem. Komentując słowa Jezusa, że bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie zostanie odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym (Mt 12,32), rozważa tam najpierw założenie, że przyszły wiek zaczyna się już z chwilą śmierci, a dusze trwają dalej; nawet wtedy słowa te oznaczałyby tylko, że bluźnierca nie otrzyma życia wiecznego. Jego własna wykładnia brzmi:
„Ponieważ jednak o duszach, które trwają dalej po śmierci każdego człowieka, zwłaszcza w ten sposób, że albo cieszą się dobrami, albo są dręczone cierpieniami, nie wiemy nic pewnego, mówimy, że Chrystus chciał powiedzieć: gdy nadejdzie koniec świata i odbędzie się sąd powszechny, nie stanie się tak, aby ten, kto zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, został uwolniony od śmierci wiecznej albo zmartwychwstał do życia wiecznego, jeśliby już wcześniej umarł; jeśli zaś Chrystus jako sędzia zastanie go jeszcze przy życiu, nie stanie się tak, aby został przemieniony i ze śmiertelnego stał się nieśmiertelnym i szczęśliwym, jak to spotka wszystkich tych, którzy należeli do Chrystusa i których, gdy przyjdzie sądzić, również zastanie jeszcze przy życiu.”
Fausto Sozzini, Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana (Commentarius in Epistolam Johannis Apostoli Primam) — Odpuszczenie i kara w tym i w przyszłym wieku
Zwrot o duszach, „które trwają dalej po śmierci każdego człowieka”, podejmuje jedynie owo założenie; nie stanowi wyznania wiary w życie po śmierci. Sozzini nie podnosi tym samym do rangi nauki ani „snu duszy”, ani świadomego życia po śmierci. Jego spojrzenie kieruje się ku końcowi świata, ku sądowi powszechnemu i ku Chrystusowi, który przyjdzie jako sędzia.
Kwestią sporną jest, jak Sozzini pojmował los bezbożnych. Pewne jest tylko tyle: nieskruszeni nie zostaną wskrzeszeni do życia wiecznego, a jeśli Chrystus zastanie ich przy życiu, nie zostaną przemienieni w nieśmiertelnych; pozostają skazani na śmierć wieczną. Czy całkowicie zaprzeczał wskrzeszeniu bezbożnych i pojmował ich kres jako unicestwienie, badacze oceniają różnie.
W Wykładzie Kazania na Górze Sozzini za innymi komentatorami rozumie „Gehennę” (Mt 5,22) jako wyrażenie zaczerpnięte z mowy potocznej: nawiązuje ono do wyobrażenia przyjętego wśród ludu i faryzeuszów, które w Piśmie nie ma żadnego wyraźnego potwierdzenia; Chrystus chce przez nie powiedzieć jedynie, że ktoś „jest godzien kar wiecznych”. Rozbudowanej nauki o wiecznych mękach Sozzini z tego nie wyprowadza. Jednoznacznie odrzuca natomiast czyściec, który strona rzymska wywodziła ze słów „aż zwrócisz ostatni grosz” (Mt 5,25–26). Jego zdaniem miejsce to niczego takiego nie dowodzi: albo grzech tego, kto nie pojedna się z urażonym bratem, całkowicie odbiera mu zbawienie wieczne, albo Chrystus mówi o karze doczesnej, jeszcze w tym życiu.
Prawo Chrystusa: Kazanie na Górze jako przykazanie
Dla Sozziniego Chrystus jest nie tylko Zbawicielem, lecz także prawodawcą Nowego Przymierza. To, co w Kazaniu na Górze dodaje do Prawa Mojżesza, nie jest ani jedynie jego właściwą wykładnią, ani radą dla nielicznych doskonałych, lecz przykazaniem dla każdego, kto chce być Jego uczniem.
Stare Przymierze obiecywało dobra doczesne (zob. rozdział „Stworzony śmiertelnym – nieśmiertelność jako dar”) i utrzymywało lud w posłuszeństwie raczej bojaźnią niż miłością. Wraz ze zmianą przymierza obrzędowe i sądowe przepisy Prawa Mojżesza zostały dla chrześcijan zniesione; to, co z nich nadal obowiązuje, obowiązuje jedynie o tyle, o ile zgadza się z nauką Chrystusa. Sposób usprawiedliwienia pozostaje ten sam: przebaczenie ze strony Boga, nawrócenie i posłuszeństwo ze strony człowieka. Jednak posłuszeństwo, którego Bóg teraz wymaga, jest „o wiele doskonalsze i znamienitsze” (O usprawiedliwieniu).
Chrystus nie przyszedł znieść Prawa, lecz je wypełnić (Mt 5,17–20). Wypełnienie oznacza w Wykładzie Kazania na Górze Sozziniego „uzupełnienie i dopełnienie”: moralne przykazania Mojżesza pozostają w mocy, a Chrystus dodaje do nich coś nowego. Sozzini sprzeciwia się tym samym dwóm rozpowszechnionym poglądom.
Ewangelicki: Chrystus jedynie uwalnia Prawo Mojżesza od fałszywych wykładni i przywraca jego prawdziwy sens. Rzymski: To, co On dodaje, jest w dużej mierze radą, a nie przykazaniem, i obowiązuje tylko tego, kto chce być doskonały.
Przeciw pierwszemu przemawia już – właściwie rozumiany – werset Mt 5,17, a rozstrzygająco Chrystusowe „A Ja wam powiadam”: tymi słowami przeciwstawia On Prawu wypowiedzi, których nie ma w brzmieniu Prawa Mojżeszowego. O drugim Sozzini pisze:
„Drugie zaś mniemanie … nie opiera się na żadnej podstawie, skoro Chrystus wyraźnie oznajmia, że ci, którzy nie czynią tego, co On sam dodaje do Prawa Mojżeszowego, zostaną niejako odrzuceni albo nie otrzymają nagrody, którą On sam obiecał swoim uczniom. A jednak mimo to ci cieleśnie myślący ludzie, dla których wypełnianie tych nowych przykazań Chrystusa było nazbyt ciężkie, ośmielili się wbrew samym słowom Chrystusa nazywać w dodatku zwykłą radą to, co On otwarcie nakazuje.”
Fausto Sozzini, Wykład Kazania na Górze (Concionis Christi) — Nauka Chrystusa a Prawo Mojżeszowe
To, co rozstrzyga o obiecanej nagrodzie, nie może być zwykłą radą. Przykazania Chrystusa nie są też skierowane wyłącznie do apostołów i kaznodziejów: nauczał tłumy, a co do Jego wskazań jest rzeczą pewną, że „wszystko jest wspólne wszystkim, którzy chcą być uczniami Chrystusa” (Wykład Kazania na Górze, rozdział „Powszechny krąg adresatów”). Nowością Ewangelii są obietnica życia wiecznego, którą już błogosławieństwa zapowiadają jako królestwo niebieskie (Mt 5,3), oraz udoskonalone przykazanie miłości. To, że przykazanie z 1 J 2,8, nakazujące całkowicie porzucić ciemność i iść za prawdziwą światłością, nazywane jest „nowym”, można według Sozziniego łatwo uzasadnić w ten sposób: przykazania, które ono obejmuje, zwłaszcza miłość braterska, były przed Chrystusem „nie tak pełne i nie tak intensywne” jak po Nim (Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana).
Co dodaje Chrystus
Pod zakaz zabijania podpada już gniew, który chce drugiemu zaszkodzić, oraz raniąca obelga (Mt 5,21–22), pod zakaz cudzołóstwa – już pożądanie cudzej żony, na które człowiek przyzwala (Mt 5,27–28). Jedynie z powodu nierządu (porneia) wolno rozwiązać małżeństwo (Mt 19,9); wielożeństwo jest w porządku Ewangelii zakazane.
W kwestii przysięgi Sozzini rozróżnia: Chrystus zakazuje wszelkich przysiąg dobrowolnych, zwłaszcza przyrzekających, którymi człowiek wiąże się co do niepewnej przyszłości (Mt 5,33–37; Jk 5,12). Przysięgę nałożoną przez zwierzchność albo konieczną z poważnej przyczyny uważa za dozwoloną – wszak i Paweł wzywał Boga na świadka (Rz 1,9; 2 Kor 1,23). Przeciwko chrześcijanom, którzy odrzucają wszelką przysięgę, pisze:
„Z tego, co dotąd zostało rozważone, wynika, że błądzą ci, którzy nie chcą, by człowiekowi chrześcijańskiemu wolno było przysięgać, nawet gdy zwierzchność nakłada na niego przysięgę; … Według mego osądu uważam za bardziej wskazane być w tej sprawie raczej zbyt lękliwym niż odrobinę zbyt śmiałym, aby tym łatwiej uniknąć tego, czemu Chrystus chciał zapobiec swoim przykazaniem, by nie przysięgać – jakkolwiek by ostatecznie należało owo przykazanie wykładać.”
Fausto Sozzini, Wykład Kazania na Górze (Concionis Christi) — Istota i definicja przysięgi › Uzasadnienie z języka hebrajskiego
Sozzini nie odrzuca więc przysięgi, lecz ją ogranicza. W razie wątpliwości radzi z niej zrezygnować, aby imię Boże nie było lekceważone i aby nikt nie popadł w krzywoprzysięstwo.
Najdalej sięga miłość nieprzyjaciół (Mt 5,43–48). „Bliźnim” był w Prawie członek własnego ludu (Kpł 19,18); Chrystus nakazuje czynić dobro także obcym i nieprzyjaciołom. Sozzini sprowadza to do formuły: „Mojżesz nakazał miłość tylko do bliźniego, Chrystus zaś także do nie-bliźniego” (Wykład Kazania na Górze, do Mt 5,43–44). Na tym polega doskonałość, o której mówi Mt 5,48: kto miłuje swoich nieprzyjaciół, naśladuje Boga, który dobrym i złym wyświadcza dobro, i staje się do Niego podobny co do rodzaju, a nie równy co do miary.
Jałmużnę, modlitwę i post należy praktykować bez obłudy (Mt 6,1–18); trzeba poprzestawać na tym, co konieczne, i gromadzić skarby w niebie (Mt 6,19–21). Ponieważ szczęście chrześcijanina nie leży w tym życiu, wydaje się on „zobowiązany rozdać wszystko, co mu zbywa ponad to, czego wymaga skromne i trzeźwe życie” (Wykład Kazania na Górze, do Mt 6,2–4). Własności jako takiej Sozzini nie zakazuje, zakazuje natomiast zatrzymywać z jej dochodów więcej, niż potrzeba dla siebie i rodziny. Kto na wzór Chrystusa ma nawet oddać życie za braci, tym bardziej nie może odmawiać im swoich dóbr (1 J 3,16–18).
Odwet, zwierzchność i przemoc
Nakaz „Nie stawiajcie oporu złemu” (Mt 5,39) nie obowiązuje według wykładni Sozziniego bez ograniczeń. Zakazany jest opór, który szuka zemsty (Mt 5,38–42): samo dochodzenie przed sądem zwrotu tego, co własne, pozostaje dozwolone, skarga zmierzająca do odwetu – nie. Prawo Mojżesza nakazywało zwierzchności wymierzać karę odwetu „oko za oko” (ius talionis; Wj 21,23–25; Kpł 24,19–20; Pwt 19,21) i tym samym milcząco pozwalało każdemu poszkodowanemu jej się domagać; właśnie to Chrystus uchyla. Sozzini liczy się z istnieniem chrześcijańskiej zwierzchności, przeczy jednak, by wolno jej było wymierzać tę karę:
„Co zaś do drugiej kwestii, czy mianowicie chrześcijańska zwierzchność może mimo to wymierzać karę odwetu, należy stanowczo stwierdzić, że nie może, ponieważ kara ta jest całkowicie nie do pogodzenia z chrześcijańską miłością bliźniego oraz z roztropnością, której religia chrześcijańska nauczyła nas w daleko obfitszej mierze niż mojżeszowa.”
Fausto Sozzini, Wykład Kazania na Górze (Concionis Christi) — Przykazanie dawania › Władza karna zwierzchności
Kara odwetu nie przynosi bowiem poszkodowanemu ani pożytku, ani odszkodowania; jest czystą zemstą. Do Starego Przymierza mimo to pasowała, ponieważ lud – jak Sozzini odczytuje Rz 8,15 – otrzymał wówczas „ducha niewoli ku bojaźni”; do Nowego nie pasuje. W swojej odpowiedzi Jakubowi Paleologowi (1581), której przekład nie jest tu dostępny, Sozzini – według rozpowszechnionego ujęcia – bronił braci rakowskich, którzy zabraniali chrześcijanom przelewu krwi na wojnie i w wymiarze sprawiedliwości karnej; na ile sam dopuszczał urzędy wiążące się z sądownictwem gardłowym albo służbę wojskową bez zabijania, pozostaje kwestią sporną.
Modlitwa na wzór „Ojcze nasz”
W Nowym Przymierzu modlitwa jest wyraźnie nakazana (Łk 18,1; 1 Tes 5,17). Co do Starego Przymierza Sozzini zachowuje ostrożność: „Ja w każdym razie nie zdołałem dotąd znaleźć, by takie przykazanie zostało bezwarunkowo dane za Starego Testamentu” (Wykład Kazania na Górze, rozdział „Czy modlitwa jest nakazana przez Boga”). Pobożni jednak i wtedy często się modlili; według Sozziniego było im to nakazane milcząco, „z mocy samej religii jako całości”. Modlitwa Pańska (Mt 6,9–13; Łk 11,2–4) jest wzorem; nie zobowiązuje do trzymania się jej dosłownego brzmienia i nie ogranicza tego, o co wolno prosić Boga. Zakazane jest puste gadulstwo (Mt 6,7); usilne powtarzanie płynące z żarliwego pragnienia pozostaje dozwolone.
Wysłuchany zostaje ten, kto zachowuje przykazania Chrystusa, prosi z wiarą i nie prosi o nic wbrew woli Bożej (1 J 3,22; 5,14–15; Jk 1,6). Prośba o przebaczenie zakłada własne przebaczanie innym (Mt 6,12.14) – jako warunek nieodzowny, nie jako przyczynę. Wstawiennictwo za grzeszącym bratem sprawia, że Bóg obdarza go możliwością nawrócenia, nie przymusza jednak jego woli (1 J 5,16). Post nie jest w Nowym Przymierzu wyraźnie nakazany, w poszczególnych przypadkach może jednak stać się obowiązkiem, na przykład dla okiełznania pożądliwości albo uniknięcia zgorszenia; praktykowany dobrowolnie, jest miły Bogu. Do kogo kieruje się modlitwę, wyjaśnia rozdział „Adoracja i wzywanie Chrystusa”.
Łagodność, miłość nieprzyjaciół, wyrzeczenie się odwetu i prawdomówność: to królestwo Boże wcielane w życie ukształtowało Braci Polskich, a później etykę chrześcijańską Johannesa Crella.
Kościół, urząd, Wieczerza Pańska i chrzest
Który Kościół jest prawdziwy? Pytanie, o które jego stulecie spierało się zaciekle, Sozzini uważał za niemal bezużyteczne: Kościół jest tam, gdzie wyznaje się zbawczą naukę Chrystusa. Wynikają z tego prosty ustrój zboru, Wieczerza Pańska, którą wolno sprawować każdemu zborowi, oraz chrzest wodny, którego nie uważał za wiążący.
Kościół rzymski uważał się za jedyny prawdziwy Kościół, poświadczony nieprzerwaną sukcesją biskupów od czasów apostołów, i za nieomylny w sprawach wiary. Zarówno katolicy, jak i luteranie pozwalali udzielać Wieczerzy Pańskiej wyłącznie duchownym wyświęconym lub prawowicie powołanym, a chrzest, także chrzest dzieci, uważali za konieczny do zbawienia.
Po czym poznać prawdziwy Kościół
Kościół oznacza u Sozziniego dwie rzeczy: jako widzialny – ogół zgromadzeń, które trzymają się zbawczej nauki Chrystusa i ją wyznają; jako niewidzialny – rozproszonych po świecie prawdziwie wierzących, których nikt nie rozpozna z pewnością, bo nikt nie zagląda do serca – zna ich jedynie Bóg. W tym, co konieczne do zbawienia, prawdziwy Kościół nie błądzi, bo właśnie dzięki tej nauce jest Kościołem; w innych twierdzeniach nauki i w obrzędach błądzić jak najbardziej może. Nie mogli błądzić jedynie apostołowie; już ich gminy dały się, jak pokazuje List do Galatów, zwieść także w tym, co konieczne do zbawienia.
Dlatego – jak zasygnalizowano już w części o Piśmie – to nie Kościół dowodzi prawdziwości nauki, lecz sprawdzona Pismem nauka dowodzi prawdziwości Kościoła; inaczej trzeba by znać Kościół, zanim pozna się to, po czym go rozpoznać. Starożytność i liczebność niczego nie rozstrzygają, cuda mogą towarzyszyć także fałszywej nauce (Mt 24,24), a w tych samych miejscach może trwać następstwo biskupów, podczas gdy nauka się zmienia. Liczy się wyłącznie sukcesja nauki, a nie osób i miejsc.
Tak też Sozzini rozumie słowa Pawła o Kościele jako filarze i podporze prawdy (1 Tm 3,15): Kościół podtrzymuje prawdę, ale nie jest jej źródłem. Dla każdego z osobna wynika z tego:
„Jeśli jednak mimo to ktoś pyta, czy każdy z osobna musi szukać i badać, gdzie właściwie jest prawdziwy Kościół Chrystusa, odpowiadamy: nikt nie jest do tego zobowiązany, lecz każdy z osobna jest zobowiązany jedynie szukać prawdziwej nauki Chrystusa i ją badać. … Albowiem nawet gdyby nie było nikogo, kto by prawdę wyznawał, nie ginie ona przez to. Może bowiem zostać zachowana przez Boga i zawarta jest w Piśmie Świętym, które jest innym filarem i podporą prawdy.”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Obowiązek badania nauki Chrystusa przez każdego z osobna
Wspólnota nie staje się przez to czymś obojętnym: kto poznał naukę Chrystusa, powinien przyłączyć się do zboru, który ją wyznaje – i to do tego, który uważa za najlepszy.
Ponieważ to, co konieczne do zbawienia, ma wąsko zakreślone granice, Sozzini jest w swoich sądach wielkoduszny. W korespondencji o Kościele apostolskim, który należy przywrócić, pisze:
„Potępiać innych, którzy nie we wszystkim się z tobą zgadzają, i twierdzić, że poza twoimi wspólnotami nie ma zbawienia — to nie jest właściwe Kościołowi apostolskiemu, lecz raczej jest mu obce. Skoro bowiem w religii chrześcijańskiej jest wiele rzeczy, które są wprawdzie pożyteczne, lecz nie są konieczne do wiecznego zbawienia, nic nie stoi na przeszkodzie, by każda z kilku wspólnot chrześcijan albo Kościołów, w pewnej mierze różniących się między sobą, miała taką naukę, która wystarcza do osiągnięcia owego zbawienia.”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Zbawienie poza Kościołem i granice wspólnoty
Kto jednak odstępuje od nauki w punktach naprawdę koniecznych do zbawienia, tego można i trzeba wykluczyć; jakie zaś są to punkty, należy wyczytać wyłącznie z jawnego słowa Bożego. Natomiast potępianie bez zbadania rzeczy czy wręcz prześladowanie Sozzini uważa – jak widzieliśmy wyżej w części „Jedynym Bogiem jest Ojciec” – za ciężki błąd. Systematycznym teoretykiem wolności religijnej nie był jednak; klasyczne socyniańskie pismo na ten temat, Vindiciae pro religionis libertate (1637), wyszło spod pióra Johannesa Crella.
Klucze, urząd i zbór
Antychrysta, którego Paweł zapowiada jako człowieka zatracenia (2 Tes 2,3–4), Sozzini wiąże z prymatem biskupa rzymskiego; to pod jego władzą, jak uważa, upadł Kościół zewnętrzny. Ponieważ jednak Bóg zachował pisma apostolskie i na nowo udostępnił je w językach narodowych, Kościół ten może i musi zostać przywrócony wyłącznie na podstawie Pisma, bez szczególnego posłannictwa i bez nowych cudów: Chrystus jest pośród tych, którzy zebrali się w Jego imię (Mt 18,20).
Obietnica dana Piotrowi (Mt 16,18–19) odnosi się do wszystkich apostołów. Klucze to władza wiążącego orzekania, co trzeba mieć, aby należeć do królestwa niebieskiego; również odpuszczanie i zatrzymywanie grzechów (J 20,23) jest orzeczeniem, a nie aktem sprawczym, związywanie zaś i rozwiązywanie oznacza wykluczenie z grona uczniów i ponowne przyjęcie. Urząd apostolski był jednak niepowtarzalny: nieprzerwana sukcesja urzędu nie jest ani potrzebna, ani możliwa do uzasadnienia, a spowiedź uszna nie znajduje tu żadnego oparcia.
Chrześcijanom, którzy o religii chrześcijańskiej myślą słusznie, wolno się zbierać, obchodzić pamiątkę śmierci Chrystusa, wspólnie się modlić i wybierać spośród siebie sług: nauczycieli słowa, jakich opisuje Paweł (1 Tm 3,1–7; Tt 1,5–9), opiekunów ubogich oraz mężów zaufania, których zgromadzenie uważa niejako za swój senat. Urząd kaznodziejski Sozzini uważa za niezbędny i broni go przed wszystkimi, którzy chcieliby go znieść; nie jest on jednak przez to nietykalny. O zborach, do których sam uczęszczał, pisze 17 marca 1585 roku z Paulikowic (dziś Pawlikowice pod Wieliczką):
„Co więcej, w nich także słudzy słowa Bożego są wystawieni na nagany i upomnienia wszystkich, a ponadto bardzo często bywają przez innych ganieni i upominani, i każdemu w Kościele wolno wypowiadać swoje zdanie o wszystkim, co dotyczy prawdy Bożej; ba, w żadnej takiej sprawie nie postanawia się w Kościele niczego bez uprzedniego imiennego zapytania każdego z osobna o zdanie.”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — O wyborze i ustanawianiu sług
Tyle że pasterze, jak napomina Piotr, nie powinni panować nad trzodą (1 P 5,3). Jest to, zdaniem Sozziniego, napomnienie skierowane do samych pasterzy, a nie cugle w rękach zboru; już nauczyciele czasów apostolskich mieli „niemały autorytet” (tamże). Swobodna wymiana zdań i urząd nauczycielski, który ma własną wagę, idą u niego w parze.
Wieczerza Pańska i chrzest
Wieczerzę Pańską może i powinno sprawować każde zgromadzenie, które wyznaje Chrystusa. Chrystus – jak pisze Sozzini – „tę nader łatwą do przygotowania i najprostszą ceremonię … nakazał nie apostołom jako apostołom, lecz po prostu jako swoim uczniom albo, jeśli kto woli, jako chrześcijanom” (O Kościele, rozdział „Wieczerza Pańska”). Wierni wspólnie łamią chleb i piją z kielicha, aby wspominać śmierć Pana i głosić ją, aż przyjdzie (1 Kor 11,23–26); należy do tego dziękczynienie, stąd najdawniejsza nazwa Eucharistia. Ponieważ nie udziela się tu żadnej rzeczy boskiej, nie potrzeba szczególnego duchownego, który w zastępstwie Chrystusa rozdawałby chleb i wino.
Inaczej rzecz się ma z chrztem wodnym. W liście o przywróceniu Kościoła zewnętrznego Sozzini odsyła do własnej rozprawy Czy chrześcijaninowi wolno obejść się bez chrztu wodnego i orzeka:
„O chrzcie wodnym sądzę tak: że nie został on nakazany Kościołowi na zawsze i że ani Chrystus, ani apostołowie nigdy nie nakazali przyjmować go tym, którzy już w jakiś inny sposób publicznie zwrócili się ku Chrystusowi albo od najmłodszych lat zostali wychowani i pouczeni w nauce chrześcijańskiej … Lecz by powrócić do właściwego przedmiotu, powiadam, że chrzest wodny moim zdaniem nic w tych czasach nie wnosi do przywrócenia Kościoła zewnętrznego i jest rzeczą obojętną (w której nasi bracia lepiej by jednak uczynili, nie próbując niczego nowego) …”
Fausto Sozzini, O Kościele (De Ecclesia) — Chrzest wodny
Jeśli dziś ma być jeszcze zachowany, to – według Sozziniego – ze względu na tych, którzy z innych religii przechodzą do religii Chrystusa. Chrzcić ich może wówczas ten, kto głosił im Chrystusa, albo ten, kogo zbór do tego wyznaczy; chrzest bowiem nie jest niczym innym jak „przedobrażeniem odpuszczenia grzechów w imię Chrystusa i jawnym wyznaniem Jego imienia oraz pewnym wtajemniczeniem w Jego religię, to znaczy, że przez niego w rzeczywistości nic nie zostaje dane” (tamże). Oznacza on tylko zewnętrznie to, co już zostało dane albo na pewno zostanie dane.
Dla niego samego miało to konsekwencje. To, że Bracia Polscy obstawali przy (ponownym) chrzcie, uważał za niepotrzebną nowinkę; do tego nawiązuje nawias w cytacie. Sam mu się nie poddał, dlatego nie dopuszczono go do ich Wieczerzy Pańskiej i nigdy formalnie do nich nie należał – a mimo to pozostał nauczycielem, który ich ukształtował. Późniejszy Katechizm Rakowski (1605) odchodzi od niego, jak wspomniano na wstępie, właśnie w tym punkcie.
Dla pogłębienia: Kościół według Sozziniego; o ramach historycznych – Oś czasu.
Sozzini chciał odnowić chrześcijaństwo w oparciu o Pismo – czytane czujnym rozumem, przeżywane w posłuszeństwie przykazaniom Chrystusa. Jedynym Bogiem jest Ojciec, który przebacza z wolnej dobroci; Jezus, prawdziwy człowiek i Syn Boży, jest Panem, przez którego Bóg obdarza życiem wiecznym. Niewiele jest rzeczy koniecznych do zbawienia, a Pismo mówi o nich jasno; stąd jedność w tym, co istotne, i swoboda we wszystkim innym. Tak wiara uwalnia się od zbędnych metafizycznych brzemion: nie jest zagadką, lecz drogą do odnowionego życia.
Co dalej: kto jest tu nowy, najlepiej zacznie od Wprowadzenia; dzieła Sozziniego w przekładzie znajdują się w dziale Książki, a objaśnienia poszczególnych fragmentów – w dziale Wersety biblijne. Ponadto: Życie Sozziniego · Bracia Polscy · Oś czasu · Johannes Crell · Słowniczek · Częste pytania · Kompas wiary · Forum.
- O Jezusie Chrystusie Zbawicielu (De Jesu Christo Servatore) – traktat polemiczny przeciwko reformowanemu kaznodziei Jacques’owi Couetowi, napisany w 1578 roku w Bazylei, wydany drukiem w 1594 roku.
- O autorytecie Pisma Świętego (De Sacrae Scripturae auctoritate) – napisany około 1570 roku we Włoszech, wydany drukiem w 1588 roku w Sewilli pod nazwiskiem Dominicusa Lopeza oraz w 1611 roku w Rakowie; z dołączonymi krótkimi pismami.
- O Kościele (De Ecclesia) – kilka pism i listów, wśród nich list o wyborze sług, datowany: Paulikowice, 17 marca 1585 roku.
- O usprawiedliwieniu (De Iustificatione) – streszczenia, tezy, uwagi do „Dialogu N. N.” oraz wyjątki z pewnego włoskiego listu.
- O niewzywaniu Jezusa Chrystusa w świętej modlitwie (De non invocando Jesu Christo in precibus sacris) – odpowiedź Sozziniego na tezy Ferenca Dávida przeciwko wzywaniu Chrystusa; według noty końcowej „ukończono w roku Chrystusa 1579, w miesiącu maju, w Klużu w Siedmiogrodzie”.
- O czci Chrystusa (Disputatio inter F. S. & Christianum Francken, de honore Christi) – dysputa z Christianem Franckenem, do tego teksty przeciwko Ferencowi Dávidowi, przeciwko „semijudaizantom” i do Martina Seidla.
- Wykład Kazania na Górze (Concionis Christi …) – ciągły komentarz do Mt 5–6, urywający się na Mt 6,19–21.
- Komentarz do Pierwszego Listu św. Jana (Commentarius in Epistolam Johannis Apostoli Primam).
